piątek, 3 kwietnia 2020

Rozdział 22

Obudziłam się, kiedy Zabini jeszcze spał. Uśmiechnęłam się lekko do jego spokojniej twarzy. Dzisiaj miał odbyć się mecz Quidditcha między Gryfonami, a Ślizgonami. Ostatnie dni były bardzo stresujące i chodził często na treningi z chłopakami.
Ja wtedy zazwyczaj zostawałam u nich w dormitorium i uczyłam się na zajęcia, spałam, albo gdzieś chodziłam z Nevillem. Longbottom nie miał jednak dla mnie tyle czasu ile wcześniej, bo zajmował się swoją dziewczyną. Okazało się, że Luna też go kocha, albo chociaż bardzo bardzo lubi.
Blaise wczoraj przyszedł z treningu ledwo żywy, więc chłopaki zostawili go w spokoju dzisiaj i poszli sami rano potrenować.
Dotknęłam jego twarzy delikatnie i musnęłam ustami jego usta. Jego oczy minimalnie się otworzyły. Na twarzy wyrósł uśmiech.
-Ale jesteś śliczna - powiedział jeszcze zachrypniętym od snu głosem. Zaśmiałam się wesoło i przytuliłam do jego klatki piersiowej.
-Świetnie wam pójdzie dzisiaj - odparłam cicho, a ten przytulił mnie mocno. Uniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć. - Pójdę się umyć - stwierdziłam spokojnie, a ten kiwnął głową.
Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Zabrałam ręcznik i ruszyłam do łazienki. Zaczęłam ściągać koszulkę, kiedy usłyszałam, że ktoś wchodzi do dormitorium.
-Blaise, do jasnej cholery, przecież wiesz, jak bardzo mnie kochasz. Wiesz, że to chodzi o mnie, a nie o Clementine - usłyszałam znajomy głos i zamarłam na chwilę.
-O czym ty mówisz Pansy? - spytał zdziwiony głos Zabiniego. Chyba aż wstał z łóżka.
-Wiem, że chodziło o mnie. Ta umowa. Nie musisz kłamać. Nie musisz już udawać, że ją lubisz - wybełkotała Parkinson.
-Pansy, na początku faktycznie chodziło o ciebie. Ale przestało - powiedział spokojnie Blaise. - Już naprawdę nie chodzi o ciebie. To nie o ciebie się staram, a o Emmie. To z nią chcę być i ją kocham - dodał Zabini, a ja zmarszczyłam zaskoczona brwi.
-Czy ty siebie słyszysz? Naprawdę chcesz zaryzykować i być z jakaś Gryfonką? - zaczęła krzyczeć.
-Pansy, błagam cię. Chcę spokojnie dzisiaj zagrać mecz, albo go oglądnąć, wiedząc, że nie będziesz się wpieprzać tam gdzie cie nie chcą - powiedział chłopak, a ja aż wciągnęłam powietrze.
-Jesteś chujem Zabini. Największym jakiego widziałam - odparła tylko Pansy i trzasnęła drzwiami. Wychyliłam głowę z łazienki i spojrzałam na Zabiniego z wzrokiem "co tu się do cholery stało". On wzruszył ramionami.
-Nie wiem słońce, ale czuję, że na tym się nie skończy - stwierdził wzdychając. Podeszłam do niego i przytuliłam się. Ten pogładził mnie po plecach.
-Słyszałam co powiedziałeś o mnie - szepnęłam cicho, a Blaise odsunął się ode mnie i uśmiechnął lekko.
-To prawda, kocham cię Emmie, ale nie jesteś zobligowana do tego, żeby mi to mówić, jeśli nie jesteś tego pewna w tym momencie - odparł z uśmiechem, a ja kiwnęłam głową.
-Dziękuję - powiedziałam i w końcu poszłam się umyć.
Czas do meczu szybko minął. Ruszyliśmy na stadion. Najpierw Blaise miał sprawdzić w szatni czy go potrzebują. Jeśli nie to miał dołączyć do mnie. Dzisiaj miałam siedzieć w miejscu dla Ślizgonów. Jak weszłam na trybuny to jedyne miejsce wolne, dla dwóch osób było za Parkinson.
Podeszłam tam i usiadłam na nim spokojnie. Spojrzałam na boisko.
-Co ty tu właściwie robisz? Nie masz swojej wydzielonej części trybun? - prychnęła Parkinson odwracając się do mnie. Spojrzałam na nią, ale spuściłam wzrok na boisko. - Halo, to nie jest twoje miejsce - próbowała dalej Pansy. Westchnęłam głęboko i spojrzałam na nią.
-Pansy, to, że Blaise jest ze mną, a nie z tobą, nie pozwala ci w żadnym wypadku mnie obrażać czy w ten sposób się do mnie odzywać - odparłam bardzo spokojnym tonem. W tłumie zauważyłam jak Blaise przeciska się w moją stronę. Miał być koło mnie za moment.
-Nie znasz go, on cię nawet nie kocha - wycedziła przez zęby.
-Okej - odparłam wzruszając ramionami i przesunęłam się, żeby Zabini mógł usiąść koło mnie. Ta usiadła z niesmakiem na twarzy. Spojrzałam na chłopaka. Miał w dłoni dwa batoniki, z czego jeden podał mi.
-Zostały mi jakieś zapasy, pomyślałem, że możesz chcieć - powiedział z uśmiechem, a ja kiwnęłam wesoło głową.
-Dziękuję - odparłam ujmując batonika. - Nie potrzebują cię dzisiaj? - spytałam, a Blaise pokiwał głową. Chwilę później gra się rozpoczęła.
Quidditch był jak zawsze komentowany przez Lee Jordana, dobrego kolegę bliźniaków i Rasmusa. Opisywał idealnie każdy ruch. Komentował bardzo bezstronnie, a przy punktach pomagała mu pani Hooch.
Blaise położył dłoń na mojej i ujął ją lekko nie spuszczając wzroku z boiska. Bardzo się ekscytował grą.
Gdzieś w oddali mignęło mi coś złotego. Złoty Znicz. Ślizgoni mieli miażdżącą przewagę. Tylko złapanie Złotego Znicza coś by zmieniło w tabeli wyników. I dokładnie 13 minut później tak się stało. Harry złapał Złoty Znicz.
Gryfoni wygrali. Co prawda 30 punktami, ale wygrali.
-U mnie jest impreza w Pokoju Wspólnym, idziesz ze mną? - spytałam, a Blaise z uśmiechem kiwnął głową. Rozweselona hałastra szła z nami. Wszyscy cieszyli się z wygranej. Weszliśmy do Pokoju Współnego Gryfonów. Impreza rozkręcała się powoli, ale widziałam, że na jednym ze stolików leżał poncz, albo jakieś inne picie. Wśród nich oczywiście dało się znaleźć mocniejsze trunki, tylko trzeba było wiedzieć gdzie szukać.
-Co ty tu właściwie robisz? Nie masz swojego Pokoju Wspólnego? - spytała zapowietrzając się Granger, która podeszła do nas. Zmarszczyłam brwi zdziwiona i już otwierałam usta, żeby jej coś odpowiedzieć.
-Granger, naprawdę, wyjmij kija z dupy i po prostu się baw. Nie pierwszy raz jest tutaj ktoś z innego domu, a ty robisz problem, tylko dlatego, że jestem Ślizgonem, albo nie lubisz Clementine - powiedział spokojnym głosem, tak żeby usłyszała tylko Hermiona. Uśmiechnęłam się delikatnie, gdy Granger zrobiła się czerwona na twarzy. Chciała odpowiedzieć coś okropnego, nawet otwierała usta, ale nic z nich nie wyszło. Odeszła niepyszna od nas do Pottera, pewnie się poskarżyć. Spojrzałam na Zabiniego rozbawiona.
-Pięknie rozegrane - stwierdziłam i stanęłam na palcach, by dostać się ustami do jego ust, które delikatnie musnęłam. Poczułam, że jego twarz wygina się w uśmiechu. Odsunęłam się, a ten objął mnie ramieniem i ponownie wsunął dłoń w jedną z tylnych kieszeni moich spodni.
Impreza powoli gęstniała w alkohol. Każdy był już delikatnie pijany, więc żeby nie zostać w tyle poszłam po kolejną porcję. Wracając do Zabiniego zderzyłam się z jakąś dziewczyną z niższego roku, która przestraszona spojrzała na mnie. Jej alkohol wylądował na moich spodniach, a ja tylko uniosłam lekko swoje kubeczki w górę.
-Bardzo cię przepraszam - powiedziała skruszona. Uśmiechnęłam się do niej rozbawiona.
-Nie ma problemu, naprawdę. Wypierze się - odparłam nie będąc wcale zła. Nie byłam takim okropnym człowiekiem, za jakiego zapewne uważało mnie pół Hogwartu. A to wszystko tylko dlatego, że Blaise był ze Slytherinu. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a ja śmiejąc się wesoło z sytuacji podeszłam do Zabiniego, którego to wszystko bawiło.
-Ślicznie wyglądasz - powiedział zabierając ode mnie jeden kubeczek. Upił łyka alkoholu.
-Specjalnie dla ciebie - stwierdziłam wesoło, a ten objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. - A tak serio, muszę zmienić spodnie. Idziesz ze mną? - dodałam, a ten ochoczo kiwnął głową. Ruszyliśmy z kubeczkami w dłoniach do mojego dormitorium. Uchyliłam drzwi badając czy nikogo na pewno nie ma. Tym razem mieliśmy szczęście.
Tuż po wejściu Zabini rzucił się na moje łóżko i spojrzał na mnie badawczo. Podeszłam do szafy i zsunęłam z siebie spodnie. Zaczęłam w niej grzebać w poszukiwaniu innych.
-Dla mnie mogłabyś tak zostać - stwierdził cicho, a ja uśmiechnęłam się lekko odwracając się do niego w samym swetrze. Przechyliłam głowę w bok patrząc na jego oświetloną blaskiem księżyca sylwetkę.
-W takim razie nie dziw się, że potem będą na mnie dziwnie patrzeć - odparłam rozbawiona i ruszyłam w jego stronę. Podeszłam do łóżka i usiadłam na jego udach okrakiem kładąc dłonie na jego klatce piersiowej. Dłonie Zabiniego powędrowały na moje odkryte biodra.
-Pamiętasz tę koszulę? - spytał z lekkim uśmiechem. Ja kiwnęłam twierdząco głową i zaczęłam powoli rozpinać jej guziki. - Miałem ją na sobie, jak pierwszy raz poczułem, że ktoś się o mnie troszczy, że jest ktoś, kto mnie nie opuści i dla kogo nie dałbym rady być dupkiem już nigdy w życiu - stwierdził błądząc wzrokiem po moim ciele.
-Miałeś ją na sobie, gdy ja zauważyłam, że wcale ciebie nie nienawidzę, a wręcz przeciwnie, zaczęło mi wtedy zależeć na tobie. Na tym, abyś był szczęśliwy - szepnęłam w odpowiedzi. Ten uśmiechnął się i położył dłoń na moim policzku. Spojrzałam na niego, kiedy ostatni guzik jego koszuli był rozpięty.
-Już wtedy byłem w tobie szaleńczo zakochany, ale jeszcze nie potrafiłem tego nazwać czy przyznać przed samym sobą - wymamrotał, gdy zbliżyłam twarz do jego twarzy. - Gdy zostałaś ze mną w nocy, nie posiadałem się ze szczęścia. Trzymanie ciebie w ramionach było dla mnie czymś tak niesamowitym, przepełniało mnie tyloma emocjami, a ja przecież tylko cię przytulałem - dodał patrząc mi w oczy. Uśmiechnęłam się delikatnie i musnęłam jego usta swoimi.
-Pokazałam ci, że można spać z kobietą w łóżku i wcale nie oznacza to seksu? - spytałam rozbawiona w jego usta. Ten ścisnął lekko moje biodra i zaczął podsuwać mój sweter do góry.
-Pokazałaś mi, że podziały na lepszych i gorszych nie mają sensu - odparł, a ja uniosłam ręce, by ściągnął ze mnie sweter. - Pokazałaś mi, co znaczy kochać - wyszeptał patrząc prosto w moje oczy, a ja z pasją wpiłam się w jego usta. Jego dłonie błądziły po moich plecach, a ja zsuwałam z niego koszulę. Po chwili wszystko upadło na podłogę, a my zanurzyliśmy się w szczeniackiej miłości, która na ten moment była jednym z najpiękniejszych epizodów w moim życiu.
~~~
Naprawdę dobrze pisało mi się ten rozdział. Nie wiem co jeszcze powiedzieć, naprawdę.

poniedziałek, 23 marca 2020

Rozdział 21

Obudziło mnie delikatne szturchanie w ramię. Uchyliłam powieki i ujrzałam zaspaną twarz Zabiniego. Jego usta układały się w lekki uśmiech.
-Dzień dobry - powiedział cicho i położył dłoń na moim policzku. Moje serce podskoczyło do gardła ze szczęścia w tym momencie.
Przysunęłam lekko twarz do jego i pocałowałam go w usta przymykając oczy.
-Znajdźcie sobie pokój - usłyszałam głos Draco od strony innego łóżka. Odsunęłam się od Zabiniego i spojrzałam w stronę tlenionego. Złapałam poduszkę i rzuciłam w jego stronę.
-Spadaj - odparłam rozbawiona. Blaise wstał i poszedł do łazienki. Usiadłam w jego łóżku i przykryłam nogi szczelniej kołdrą.
-Nie wiedziałem, że plan z Pansy przyniesie taki obrzydliwy obrót - zaśmiał się Draco. Spojrzałam na niego zdziwiona. Uniosłam brwi. - Jesteście obrzydliwie słodcy - wyjaśnił szybko Malfoy.
-Wiedziałeś? - spytałam lekko zdziwiona.
-Wiedziałem, że mu się podobała. Jak przyszedł pierwszy raz z tobą trzymając się za ręce, faktycznie się zdziwiłem, ale cieszyłem się, że Pansy mu przeszła. Trochę się myliłem, ale chciałem, żeby na tą imprezę u mnie nie zaprosił Pansy. Nie zasługiwała na niego. Teraz widzę, że już jest to za nim i cieszy się z ciebie, jak jeszcze nigdy z nikogo – powiedział Malfoy.
-Ja też się bardzo z tego cieszę. Nie podejrzewałabym, że mogę się tak z nim zbliżyć, mimo że kiedyś się nienawidziliśmy - odparłam spokojnie. - Jest dobrym człowiekiem. Wszyscy jesteście - dodałam i wstałam z łóżka. 
Podeszłam do kufra Blaise'a i wyciągnęłam jakąś czarną bluzę. Nałożyłam na siebie i znowu zwróciłam wzrok na Draco.
-Ty też jesteś bardzo dobrym człowiekiem. Blaise to świetny chłopak, tylko jego trzeba poznać. Jak nas wszystkich - mruknął Malfoy. Kiwnęłam twierdząco głową, a Blaise wyszedł z łazienki.
-O, jaka ładna bluza - zaśmiał się patrząc na mnie. Wyszczerzyłam się do niego.
-A takiemu jednemu zabrałam. Może się nie obrazi - stwierdziłam, a ten podszedł do mnie i położył dłoń na biodrach.
-Może nie - odparł i pocałował mnie lekko.
-Jezu, serio potrzebujecie pokoju - znowu usłyszałam Draco i zamykane drzwi do łazienki. Odsunęłam się od Zabiniego. Spojrzałam mu w jego ciemne oczy. Dotknęłam jego policzka moją dłonią.
-Dziękuję za wczoraj - wyszeptałam, a on tylko pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się lekko. - Idę na śniadanie, muszę pogadać z Longbottomem, bo czuję, że mnie zabije za to, że go wczoraj zostawiłam - mruknęłam, a Blaise się zaśmiał.
-To chodźmy, bo słabo by było jakbyś umarła - powiedział rozbawiony. Zeszliśmy spokojnie po schodach. - On wie, że jesteśmy razem razem? - spytał łapiąc mnie za rękę.
-A jesteśmy? - zarumieniłam się lekko.
-Oh, a nie? - mruknął lekko skonsternowany Blaise. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek na moment przystając.
-Chyba tak - powiedziałam wesoło. Zobaczyłam uroczy uśmiech na jego twarz, jak wchodziliśmy do Wielkiej Sali. Blaise poszedł do siebie, a ja usiadłam koło lekko złego z twarzy Neville'a.
-Okej, już wyjaśniam - zaczęłam patrząc na niego. - Wczoraj, jak poszłam na górę to w moim dormitorium był Barty, chciał mnie pocałować. Byłam trochę roztrzęsiona, płakałam chwilę...
-Ale wszystko w porządku? - spytał lekko zaniepokojony Longbottom chwytając mnie za dłoń. Kiwnęłam głową potwierdzając.
-Poszłam do Blaise'a. Zasnęłam u niego. Obudziłam się w nocy i chyba... Chyba jesteśmy teraz normalnie razem. Nie ma Parkinson w tym układzie, tylko my we dwoje - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Neville też się lekko uśmiechnął.
-Jeśli ty jesteś szczęśliwa, to ja też jestem -stwierdził spokojnie. Ujęłam tosta i spojrzałam na niego.
-A u ciebie i Luny? Układa wam się? - spytałam gryząc tosta. Na twarzy Neville'a pojawił się lekki rumieniec.
-Chcę jej dzisiaj powiedzieć, że ją kocham - odparł, a moją twarz rozświetlił uśmiech.
-Cudownie, strasznie się cieszę - powiedziałam wesoło ujmując jego dłoń. - Jak bardzo jesteś pewien, że ją kochasz? - dodałam z uśmiechem.
-Mniej więcej tak samo bardzo, jak tego  że jak mi jeszcze raz znikniesz na cały dzień bez słowa, to ci coś zrobię - odparł wystawiając język w moją stronę.
-Aż tak bardzo? - spytałam udając zaskoczenie i oboje zaczęliśmy się śmiać. Dojadłam tosta i dopiłam sok dyniowy.
Wstaliśmy i ruszyliśmy spokojnie na Eliksiry. Pod salą zobaczyłam Lunę i uśmiechnęłam się do Longbottoma.
-Będziesz siedział z Luną? - spytałam patrząc na zestresowanego chłopaka. Ten zmarszczył brwi.
-Zaraz się dowiem - powiedział odważnym głosem i podszedł do dziewczyny.
Poczułam dłoń na ramieniu i odwróciłam się z uśmiechem. Spojrzałam w ciemne oczy Blaise'a i zaśmiałam się wesoło.
-Siedzisz ze mną? - spytał z uśmiechem.
-Jak Neville będzie siedział z Luną, to tak - powiedziałam szukając wzrokiem chłopaka. Stał przy Krukonce. Zwrócił wzrok na mnie i uniósł kciuka do góry.
Blaise pocałował mnie w skroń, a drzwi sali się otworzyły. Ukazał się w nich uśmiechnięty Slughorn.
-To będzie ciekawa lekcja - mruknęłam jak już weszliśmy z Blaisem do środka. Ten zaśmiał się wesoło. O dziwo, zajęcia naprawdę szybko minęły.
Może to dobre towarzystwo?
Może to możliwość położenia głowy na czyimś ramieniu?
Może to zwyczajnie relacja z Zabinim tak na mnie działa?
-Idziemy potem do mnie? W sensie śpisz u mnie? - spytał Blaise idąc koło mnie na obiad.
-A chcesz mnie u siebie dwa dni pod rząd? - odparłam pytaniem na pytanie z uśmiechem na twarzy. Ten pokiwał radośnie głową.
-Ciebie zawsze - powiedział i pocałował mnie w czoło lekko. Uśmiechnęłam się szeroko do niego.
Był niesamowitym człowiekiem przy bliższym poznaniu.
Jak ktoś tak paskudny kiedyś mógł stać się kimś tak bliskim i tak ciepłym teraz?
-Za dwa tygodnie ma być ponoć kolejne spotkanie Klubu Ślimaka. Po meczu i świętowaniu - mruknęłam niechętnie. Blaise głęboko westchnął.
-Jedyny plus jest taki, że Slughorn patrzy na nas lepiej i tak się nas nie czepia - stwierdził, a ja potwierdziłam ruchem głowy.
Wszystkich z Klubu Ślimaka traktował lepiej, z większą dozą pobłażliwości. Jednak trochę się cieszyłam, że uczestniczyłam w tym. To był duży plus, bo odchodził dosyć trudny przedmiot, jakim są Eliksiry.
Po zjedzeniu obiadu ruszyliśmy do Zabiniego, żeby spokojnie się ulokować. Musiałam mu w końcu oddać bluzę. Żeby pewnie jutro też ją zabrać. Kto wie.
Weszliśmy do Pokoju Wspólnego Slytherinu. Dalej byłam pod wielkim wrażeniem całego wnętrza. Byłam zachwycona za każdym razem, jak tam przychodziliśmy. Blaise tylko się uśmiechał lekko i ciągnął mnie do swojego dormitorium.
-Uważaj na schodach - powiedział widząc, że nie patrzę pod nogi. Machnęłam ręką idąc spokojnie za nim. Nikt nie wie do tej pory, jakim cudem się nie wywróciłam.
Weszliśmy do środka. Draco i Marcus byli w środku. Usiadłam na łóżku Zabiniego. On klapnął tyłkiem koło mnie.
-Nie przeszkadza wam, że będę tutaj spać, prawda? - spytałam patrząc na Draco. Ten zaprzeczył ruchem głowy.
-Spoko, nie jesteś pierwsza - powiedział zza książki Flint. Blaise podszedł do niego i złapał go za kołnierz.
-Czy ty nie możesz się czasami zamknąć? - warknął, a Draco aż wstał z łóżka.
-Ale o co wam chodzi. Co mnie obchodzi, kto tu spał. Ważne, że nikogo nie skrzywdziłeś i obiecujesz, że mnie też nie skrzywdzisz - powiedziałam wzruszając ramionami przeglądając jakąś książkę leżącą na szafce Zabiniego. Ziewnęłam kartkując podręcznik z run. - Chodzisz na to? - spytałam zwracając wzrok na Blaise'a. Ten już nie trzymał Flinta za kołnierz tylko patrzył na mnie badawczo.
-Nie. Ale myślałem nad tym i muszę oddać podręcznik w końcu - odparł trochę nieufnie. Draco uśmiechał się wesoło, a Flint miał niezidentyfikowany wyraz twarzy. Ni to zaskoczony, ni to przestraszony.
-Okej - wzruszyłam ramionami.
Blaise w końcu usiadł koło mnie, ale dalej patrzył na mnie badawczo.
-Ej, serio, co mnie obchodzi z kim byłeś? Gratuluję, że z kimś byłeś. Każdy tu z kimś był. Mijamy tych ludzi codziennie na korytarzach i żyjemy dalej. Cieszę się, że teraz jesteśmy razem i tyle - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
Twarz Blaise'a znormalniała. Sam nawet delikatnie się uśmiechnął. Przybliżył się lekko do mojej twarzy i pocałował mnie w czoło.
-Cieszę się, że jesteśmy razem - powtórzył po mnie, a ja zaśmiałam się wesoło. Zwróciłam wzrok na chłopaków.
-Jesteście gotowi na mecz za tydzień? - spytałam poprawiając się na łóżku. Oparłam się o ścianę za łóżkiem.
-Wiadomo. Pokonam Pottera - powiedział Malfoy prężąc muskuły z wielkim uśmiechem. Zaśmiałam się wesoło.
-W tobie nadzieja Draco - stwierdziłam radośnie. - Kocham swój dom, ale wam tak samo bardzo kibicuję. Macie mocną drużynę i bardzo zgraną - dodałam sensownie. Marcus kiwnął głową potwierdzając moje słowa.
-Wszyscy naprawdę się do tego przykładają i chcą wygrać. Myślę, że bez bliźniaków może być to trochę prostsze, ale kto wie - stwierdził Flint dyplomatycznie. Uśmiechnęłam się lekko.
Wiedziałam, że każdemu zależy na wygranej i bardzo cieszyłam się, że każdy podchodzi do tego poważnie. Osobiście kochałam Quidditcha dzięki bliźniakom i Rasmusowi. Każde stłuczenie i każda blizna na moim ciele miała swoją historię, ale zdecydowanie najwięcej było od Quidditcha.
Między chłopakami rozgorzała dyskusja o strategii gry. Mówili bardzo sensownie.
Ja wzięłam podręcznik o runach i położyłam głowę na udach Zabiniego.
Jeśli tak będą wyglądać moje najbliższe miesiące w Hogwarcie to zdecydowanie tego chcę. Cieszyłam się z każdej spędzonej z Zabinim chwili. Uśmiechnęłam się zza podręcznika do jego poważnej twarzy dyskutującej o grze. Na moment spojrzał na mnie i obdarzył mnie tak ślicznym uśmiechem, że sama sobie zazdrościłam tej relacji.
Oby trwała długo, jak najdłużej.
~~~
Pozdrawiam wszystkich w tych trudnych czasach i życzę każdemu zdrowia.

sobota, 8 lutego 2020

Rozdział 20

Po powrocie do Hogwartu okazało się, że jest masa zadań do zrobienia. Jednak jedno z nich było zdecydowanie najważniejsze. Spojrzałam na Neville’a zawalona książkami i skryptami nowych zwierząt od Hagrida.
-Zaraz przyjdę na obiad, tylko to rzucę do dormitorium – zapewniłam z uśmiechem i potruchtałam na górę do Wieży Gryffońskiej. Weszłam po schodach do własnego dormitorium, a kartki wypadły mi z rąk na samym progu. Przeklęłam pod nosem i zaczęłam je zbierać.
-Damie nie przystoi takie słownictwo – usłyszałam senny głos dochodzący ze strony mojego łóżka. Wzniosłam głowę prędko ujmując różdżkę w dłoń. Wymierzyłam ją dokładnie w sam środek czaszki przeciwnika. Barty uniósł dłonie nad głowę.
-Co ty tu robisz? – mruknęłam opuszczając różdżkę. – Ktoś mógł cię zobaczyć – dodałam złym tonem.
-Chciałem cię zobaczyć i może dokończyć to co zaczęliśmy w łazience – stwierdził z okropnym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Zmarszczyłam brwi.
-Nic nie będziemy dokańczać – mruknęłam oburzona. Teraz to Barty zmarszczył brwi. Usiadł na moim łóżku.
-Chyba nie rozumiem. Tam zdawałaś się taka przekonana. Co się stało? Czy to przez Zabiniego? Nagle zaczęło ci na nim zależeć? – spytał, a z każdym słowem jego ton był coraz mniej miły. Dalej ściskałam różdżkę w dłoni na wszelki wypadek.
-Przestań – poprosiłam odsuwając się w stronę drzwi.  – Idź stąd – dodałam spokojniej. Kolor twarzy Croucha powoli przypominał odcień włosów bliźniaków. Powoli podnosiłam różdżkę w jego stronę, bo co moment się przybliżał do mnie.
-Jesteś skończoną idiotką – warknął, po czym zniknął w kłębach czarnej mgły. Oparłam się o drzwi i zjechałam po nich plecami z bezsilności. Przetarłam oczy, żeby nie było widać w nich łez. Pozbierałam resztę kartek i wyszłam z dormitorium. Ruszyłam na dół nawet nie patrząc na to, kto siedzi na fotelach czy kanapie. Wyszłam z Pokoju Wspólnego i ruszyłam po schodach do Lochów. Weszłam za jakimiś Ślizgonkami do środka. Nie obchodziło mnie co oni sobie wszyscy o mnie myślą. Omiotłam tylko pokój za Zabinim, którego tam nie było. Wspięłam się po schodach i zapukałam do ich dormitorium.
-Proszę – odezwał się ze środka głos Malfoya. Otworzyłam drzwi. Flint i Malfoy siedzieli każdy na swoim łóżku i o czymś gadali. Tylko Zabini leżał, ale kiedy mnie zobaczył usiadł.
-Nie przeszkadzam? – spytałam cicho, a Blaise szybko zaprzeczył ruchem głowy. Podeszłam do jego łóżka i położyłam się koło niego. Ten oparł się o poduszki i objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego bok zamykając oczy. Nie chciałam siedzieć w swoim dormitorium sama. Nie chciałam, żeby wrócił. Żeby go nakryli i zabrali do Azkabanu. Z drugiej strony nie chciałam mieć z Crouchem nic wspólnego. Kompletnie nic.
Usta Zabiniego dotknęły mojego czoła, gdy Flint i Malfoy kontynuowali rozmowę o Quidditchu. Uśmiechnęłam się blado. Czułam się tak dobrze w jego ramionach. Starałam się jednak nie zapominać dlaczego jesteśmy tak blisko. Dalej to tylko przedstawienie. Ale równie dobrze mógł mnie wyrzucić, albo powiedzieć, że przeszkadzam.
Nie zrobił tego. Nigdy mnie nie odrzucił jak do tej pory. Tak bardzo nie chciałam tego niczym burzyć. Tak dobre mieliśmy relacje, mimo że jeszcze niedawno nienawidziliśmy się tak mocno, że trudno było rozstrzygnąć kto kogo bardziej.
Z tego wszystkiego nawet nie wiem kiedy usnęłam oparta o klatkę piersiową Zabiniego.

~perspektywa Zabiniego~

Do pokoju rozległo się pukanie.
-Proszę – mruknął Draco. Drzwi do dormitorium uchyliły się ukazując Emmie. Widać było, że coś złego się stało. Miała lekko zaczerwienione oczy. Płakała?
-Nie przeszkadzam? – spytała cicho, a ja usiadłem na łóżku i zaprzeczyłem ruchem głowy. Ona podeszła do mojego łóżka i położyła się koło mnie. Objąłem jej ciało ramieniem i zacząłem gładzić po plecach.
-Następny mecz naprawdę musimy wygrać. Żeby nie było jak w tamtym roku, że zaczęliśmy dobrze, a potem Gryffoni nas wyprzedzili – mruknął Flint, na co pokiwał twierdząco głową Malfoy.
-To wszystko przez Pottera – przyznałem, a oni spojrzeli na mnie. – Gdyby nie on nie mieliby nic. Nie potrafiliby nawet odbić piłki. Może poza Weasleyami  - dodałem.
-Okej, ale w tym roku nie ma bliźniaków – zauważył Draco. Kiwnąłem głową i nachyliłem się nad czołem Emmie. Pocałowałem je lekko.
-To lepiej dla nas – przyznał Flint. Spojrzał najpierw na zegarek, potem na Draco. – Blaise, my idziemy na kolację. Przynieść wam coś? – spytał patrząc na Emmie, która zasnęła. Kiwnąłem głową twierdząco.
-Byłbym wdzięczny – stwierdziłem, a ci wyszli z dormitorium.
Spojrzałem na Gryffonkę i westchnąłem lekko. Czemu ta piwnooka dziewczyna zaczęła dla mnie tyle znaczyć? Czemu czuję się przy niej tak niesamowicie dobrze? Dlaczego mi zależy na tym, żeby była szczęśliwa?
Wzniosłem wzrok na sufit i podrapałem się po nosie. Przytuliłem ją do siebie mocniej. Nie mogłem teraz jej powiedzieć czegoś głupiego. Nie spotykamy się naprawdę. Tutaj chodzi o Pansy. Ale czy Parkinson dalej mi się tak podoba jak kiedyś?
Zdecydowanie nie. Teraz czułem o wiele większą więź z Emmie. Ale ona dalej udawała. Dalej pamiętała o zakładzie. Prawda?
To normalne, że przyszła do mnie, po prostu się przytuliła. Czyżby?
Już nie wiedziałem, co o tym myśleć. Zamknąłem oczy i westchnąłem po raz ostatni zanim drzwi do dormitorium się nie otwarły.

~perspektywa Clementine~

Obudziłam się mocno wciśnięta w ciało Zabiniego. Uśmiechnęłam się lekko, gdy spojrzałam w dół, a nasze ciała były przykryte kołdrą. Musiał to zrobić Blaise. Rozglądnęłam się po pokoju. Malfoy i Flint już spali. Za oknem było cholernie ciemno. Zwróciłam wzrok na Zabiniego. Położyłam dłoń na jego twarzy.
-Blaise – wymamrotałam cicho i pogładziłam go po twarzy. Zabini uchylił powieki i widząc mnie uśmiechnął się lekko. – Powinnam się zbierać – dodałam, a ten zaprzeczył automatycznie zaprzeczył ruchem głowy.
-Zostań – poprosił cicho. – Prefekci teraz chodzą po korytarzach. Nie chciałbym, żebyś przeze mnie miała kłopoty – dodał z głupim uśmiechem na twarzy. Kiwnęłam głową lekko.
-Myślisz o wszystkim – przyznałam rozbawiona. Zabini pocałował mnie w czoło i spojrzał mi w oczy. W zakamarkach jego brązowych tęczówek kryła się bursztynowa poświata, którą dopiero teraz zauważyłam.
-Jeśli już tu śpisz to przydałyby się piżamy – stwierdził rozumnie, a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Zabini wysunął się spod kołdry i podszedł do szafy. Usiadłam na jego łóżku i patrzyłam na to co robi. Wyciągnął jakiś ciemny komplet z jednej z szuflad i podął mi górę sam zostając z dołem. Spojrzałam na niego, a on zasłonił oczy dłońmi zostawiając lekkie szpary między palcami. Dokładnie tak jak się ogląda straszne filmy, albo sceny seksu przy rodzicach. Pokręciłam głową z politowaniem i wstałam odwracając się do niego plecami. Zsunęłam z siebie sweter i spodnie. Wsunęłam się w jego koszulkę do spania. Dotknęłam gładkiego materiału przylegającego do mojego ciała. Jedwab?
-Dziękuję – powiedziałam odwracając się. O mało nie wpadłam na Zabiniego stojącego tuż za mną w samym dole piżamy. Na jego twarzy widziałam ten sam głupi uśmiech co chwilę wcześniej. Spuściłam wzrok na jego łóżko i wsunęłam się pod kołdrę. Zaraz pojawił się koło mnie Blaise. Objął mnie ramieniem i spojrzał w oczy.
-Emmie? – mruknął kładąc dłoń na moim policzku. – Czemu, gdy tutaj przyszłaś wyglądałaś jakbyś płakała? – spytał, a ja mechanicznie westchnęłam i zwróciłam wzrok na sufit.
-To długa historia – przyznałam cicho. Ten pogładził mnie po plecach lekko i pocałował jeszcze raz w czoło.
-Mamy czas – wymamrotał spokojnym głosem.
Kiwnęłam głową i zaczęłam opowiadać. Od samego początku. Skąd znam Bartyego. Jak jest on dla mnie ważny. Raczej jak był dla mnie ważny.
O spotkaniu go u Longbottomów. O plastrach. O pocałunkach. O dzisiejszym krzyku. O okropnym uczuciu pustki, która zostaje mi po każdym spotkaniu z nim. O tęsknocie za starym Crouchem Juniorem.
-Nie wiedziałem – szepnął zaskoczony Zabini, gdy tylko skończyłam historię. Uśmiechnęłam się blado kiwając głową lekko.
-Wybacz, że cię tym męczę – odparłam, a Blaise prawie się zapowietrzył w złości. Oparł się na rękach i spojrzał na mnie z góry.
-Nie waż się więcej w ten sposób myśleć. Nawet nie wiesz jak cholernie się cieszę, że mi to powiedziałaś – wymamrotał strofującym tonem. W momencie jego twarz znowu wyrażała spokój. – Zależy mi na tobie – dodał ledwo słyszalnie. Oboje na chwilę zamarliśmy.
Zależy mi na tobie. Zależy mi na tobie. Zależy mi na tobie… Blaise’owi zależy… Na mnie.
Podniosłam się delikatnie z łóżka i musnęłam jego usta swoimi. Z początku wyczułam z jego strony zdziwienie, ale zaraz potem zniżył się lekko, bym mogła położyć głowę na poduszce. Położyłam dłoń na jego policzku, a druga wylądowała na jego plecach. Blaise położył jedną ze swoich dłoni na moim brzuchu i rozpiął jeden z guzików koszuli. Wsunął tam swoją dłoń i dotknął mojego nagiego brzucha. Poczułam uśmiech na swoich ustach. Położyłam drugą dłoń na plecach i zsunęłam obie na jego lędźwie. Jego usta zsunęły się na moją szyję. Odchyliłam lekko głowę do tyłu. Blaise wzniósł wzrok znad mojej szyi i spojrzał na mnie. Uśmiechnął się delikatnie. Oparłam się na rękach i zaśmiałam się cicho.
-Clementine Joyce, jesteś niemożliwa – stwierdził i położył się koło mnie rozbawiony. Objął mnie ramieniem i pocałował w nos.
-Blaise Zabini, najmężniejszy ze Slytherinu. Ten co nienawidzi Gryffindoru. Co ty robisz w łóżku z Gryffonką? – spytałam z uśmiechem. Zabini położył dłoń na moim policzku i pogładził go delikatnie.
-Spędzam czas z niesamowitą kobietą, która pokazała mi, że Gryffindor nie jest wcale taki zły, jak go malują – odparł cicho, a ja położyłam moją dłoń na jego. Widziałam na raz tyle uczuć w jego oczach. Widziałam dokładnie tego chłopaka, który podał mi moje zasuszone kłosy lawendy, które wypadły z książki w pociągu.
Wtedy kompletnie nic nie wiedziałam. Chciałabym wtedy wiedzieć, że to wszystko doprowadzi do tego momentu. Że jedna książka, jedna głupia prośba rozpocznie rozdział, który tak wiele będzie dla mnie znaczył.
~~~
Ten rozdział chyba najprościej mi się pisało, mimo że jest dosyć basic.

Rozdział 19

Rano obudziło mnie mocne pukanie do drzwi. Uchyliłam powieki i ruszyłam zaspana do nich. Pociągnęłam za klamkę i otworzyłam je lekko. Za nimi stał uśmiechnięty Malfoy.
-Cześć Clementine. Zabini żyje? – spytał wesołym tonem. Uśmiechnęłam się lekko i wpuściłam chłopaka do środka kiwając głową. Zamknęłam za nim drzwi i znowu weszłam do łóżka, na miejsce tuż koło Zabiniego. Malfoy stanął przy łóżku od strony Blaise’a i zaczął go budzić.
-Smoku? – spytał zaspany Zabini. – Co tu robisz? – dodał i objął mnie ramieniem. Zamknęłam oczy kładąc głowę w zagłębieniu ramienia chłopaka.
-Chciałem sprawdzić jak się czujesz i powiedzieć, że za niedługo trzeba będzie wracać – powiedział z uśmiechem, a Zabini kiwnął głową i ziewnął.
-Naprawdę lepiej się czuję, niż wczoraj. Chyba przeholowałem z alkoholem. Cieszę się, że Emmie mi pomogła - powiedział spokojnie, a ja uśmiechnęłam się lekko. Powoli znowu zasypiałam.
-Trzymaj się jej. To dobra dziewczyna.
To było ostatnie co usłyszałam, bo zwyczajnie zasnęłam.
Obudziło mnie delikatne szturchanie mnie w ramię i powtarzanie mojego imienia. Uczyliłam powieki i zobaczyłam wesołą twarz Zabiniego.
-Obudziła się księżniczka - zaśmiał się radośnie.
-Zbieramy się już? - spytałam przecierając oczy. Widziałam tylko jego wielki uśmiech. Dzięki niemu był tak cholernie przystojny.
-Tak - odparł i usiadł na skraju łóżka. - Em, oddasz mi moją koszulę? - spytał wesoło, a ja pokiwałam twierdząco głową.
Wstałam z łóżka, odpięłam guziki koszuli i podałam mu ją.
-Jesteś śliczna - powiedział szczerym głosem, a ja odwróciłam się sięgając po sukienkę. Na mojej twarzy malował się lekki uśmiech.
-A ty cholernie przystojny Zabini - odparłam przekładając sukienkę przez ramiona. Podeszłam do niego i odwróciłam się plecami, żeby mnie zapiął.
-Z twoich ust brzmi to naprawdę prawdziwie - stwierdził, a ja spojrzałam na niego, jak skończył zapinać zamek.
-Bo to prawda - powiedziałam patrząc mu wesoło w oczy. - Jedziesz ze mną do mnie? Tata pewnie obiad zrobił - dodałam, a Zabini posłusznie kiwnął głową. 
Ubrał się do końca i chwilę później byliśmy już na dole przy drzwiach.
W drzwiach stał Draco żegnający się z Pansy uściskiem dłoni. Kiedy nas zobaczyła uśmiechnęła się tylko do Zabiniego.
-Do zobaczenia na zajęciach Blaise - powiedziała i podała mu dłoń, jakby miał ją pocałować. Co oczywiście Blaise zrobił. Uśmiechnęłam się lekko. Draco spojrzał na mnie i przytulił mnie mocno.
-Miło mi było, że wpadłaś w odwiedziny - powiedział, a ja zaśmiałam się.
-Dziękuję, że mnie nie wyprosiłeś - odparłam rozbawiona.
Widziałam morderczy wzrok Parkinson i dosłownie nic sobie z niego nie zrobiłam. Malfoy machnął dłonią i zaprowadził najpierw Pansy, a potem nas do pojazdów. Podróż minęła szybko. Nim się obejrzałam już dziękowaliśmy kierowcy wychodząc na podjazd.
Otworzyłam drzwi do mojego domu. Wpuściłam Zabiniego przede mną. Na podjeździe nie było żadnego samochodu. Ściągnęłam szpilki w przedpokoju. Rzuciłam klucze na blat i otworzyłam lodówkę. Na pudełku plastikowym z jedzeniem w środku była karteczka.
'Emmie, w środku jest obiad dla ciebie i dla Blaise'a. Miałem pilne wezwanie do pracy.
Zobaczymy się później.
Kocham cię, tata.'
Wyciągnęłam pudełko z lodówki. 
-Chcesz kawy? - spytałam, gdy Blaise rozsiadł się już w mojej kuchni. Kiwnął głową.
-Będę mógł się w coś przebrać? - spytał spokojnie, a ja wstawiłam wodę, żeby się gotowała.
-Dam ci coś Rasmusa. Jakieś dresy mogą być? - odparłam wyciągając garnek. Wsadziłam wszystko co było w nim do środka.
-Nie będzie zły? - mruknął Zabini. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Zrobiłam dwie kawy i postawiłam je na stole. Jedzenie szybko się zagrzało, więc zaczęliśmy spokojnie jeść.
-Było bardzo miło na tym Balu. Dziękuję, że mnie wziąłeś - powiedziałam nabijającna widelec makaron z sosem.
-Cieszę się, że ze mną poszłaś. Pansy nawet ze mną tańczyła - odparł wesoło Zabini, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
Szybko zjedliśmy. Wrzuciłam naczynia do zlewi i poszliśmy do mnie. 
-Poczekaj tu moment - powiedziałam i poszłam do Rasmusa wyciągnąć dresy i bluzkę z jego szafy. Padło na szare dresy i czarną koszulkę z logiem zespołu Tool. Przyniosłam to Blaise'owi. 
-Dziękuję - odparł wesoło. Podeszłam do swojej szafy i zamieniłam sukienkę na granatowe dresy i białą, krótką koszulkę. Odwróciłam się do Zabiniego wesoło.
-Ślicznie wygladasz - powiedziałam radośnie widząc go pierwszy raz w życiu w dresach. Ten zmrużył oczy i wystawił mi rozbawiony język.
Drzwi do mojego pokoju otwarły się i zobaczyłam wesołą twarz Freda.
-Cześć Em-
Wzrok chłopaka spoczął na Zabinim. Zmarszczył brwi i stanął w wojowniczym rozkroku. Miałam naprawdę nadzieję, że to się nie dzieje.
-Co on tu robi? Co robi tu Ślizgon? - spytał spokojnym tonem, chociaż dało się wyczuć nutkę wrogości.
-To jest mój chłopak, Blaise - odparłam poważnym tonem. Widziałam przelewającą się złość na twarzy Weasley'a i przewracanie ostentacyjnie oczami.
-Naprawdę wiążesz się z człowiekiem, który nie dość, że nie szanuje naszego domu, to jeszcze dręczy Gryfonów? - ryknął na mnie.
-Nie waż się tak do mnie mówić - odparłam pewnym głosem i zrobiłam krok w przód. Krok ku niemu. - Nie jestem głupia. Blaise jest dobrym człowiekiem. Zwyczajnie go nie znasz - dodałam mrużąc lekko oczy.
-Ludzie się aż tak nie-
-Ale jaki ty masz z tym problem? Zrobił ci coś? - przerwałam mu w połowie zdania. Byłam wściekła. Nie miał prawa wparować do mojego pokoju i krytykować moich wyborów, nawet jeśli nie były do końca prawdziwe.
-Emmie, ja cię zwyczajnie kocham i nie chcę, żeby-
-Fred, ja ciebie też cholernie kocham, ale jeśli kogoś będziesz miał to naprawdę zaakceptuję tą osobę, bo wiem, że potrafisz samodzielnie wybierać i wiesz, kiedy ktoś jest złym człowiekiem - odpowiedziałam normując ton głosu. Wiedziałam, że to na niego zadziała. Że tym argumentem wygrałam. Bo miał sens. Bo wiedział, że to prawda.
Z twarzy Weasley'a zaczęła schodzić złość.
-Dlaczego jesteś tak mądrą osobą? - spytał podchodząc do mnie i do Zabiniego. Wysunął w jego kierunku dłoń. - Przepraszam - powiedział poważnie, a Zabini ścisnął mu rękę w geście przebaczenia.
-Mam was za braci. Ktoś musi być w tym towarzystwie mądry - odparłam z nutką sarkazmu. Na twarzach Zabiniego i Weasley'a pojawiły się delikatne uśmiechy. Cieszyłam się, że mam ich obu. 
Zabini delikatnie objął mnie w pasie i pocałował w czubek głowy. Wiedziałam, że zaraz będę musiała wracać do Hogwartu i znowu stawić czoła profesorom. 
Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze teraz mam ich i mogę z nimi spędzić czas.
~~~
Ten rozdział był taki trochę smętny, jednak dosyć mi się podobał. Pozdrawiam.

czwartek, 24 października 2019

Rozdział 18

W końcu nadszedł czas Balu z okazji Bożego Narodzenia u Malfoyów. Dalej nie byłam przekonana co do tego pomysłu, ale już podpisałam to w umowie i zapewniłam, że będę, więc wciskałam się w sukienkę koloru brudnej krwi. Niezbyt opinającą, jednak zdaniem Zabiniego, bardzo seksowną. To najważniejsze.
Miał się tam pojawić też Crouch Junior. Trochę czekałam na to spotkanie. Trochę chciałam go zobaczyć, trochę nie chciałam nigdy go widzieć na oczy. Moje myśli krążyły od jednej do drugiej.
-Clementine, ktoś do ciebie - krzyknął z dołu tata. Wsunęłam stopy w wysokie, czarne buty i narzuciłam ciemny płaszcz. Zaczęłam schodzić w dół po schodach. W drzwiach stał idealnie ubrany Blaise. Był niesamowicie przystojny w pięknej czarnej koszuli i w czarnym garniturze. Wyglądał jak chodząca perfekcja, gdy tylko jego usta wygięły się w uśmiechu ukazując zęby.
Joyce, nie zakochuj się w nim!
-Tato, to Blaise, opowiadałam ci o nim - powiedziałam stając przy nich. Podali sobie dłonie i wesoło je ścisnęli.
-Słyszałem o panu same dobre rzeczy - odezwał się pierwszy Blaise. Tata uśmiechnął się radośnie.
-Tylko przywieź jutro moją córkę całą i zdrową - powiedział spokojniejszym tonem. Blaise zapewnił go, że dokładnie tak będzie i ruszyliśmy do auta stojącego na podjeździe. Zabini uchylił mi drzwi i pozwolił wejść pierwszej. Zaraz usiadł koło mnie i spojrzał na mnie.
-Wyglądasz idealnie - powiedział cicho i przysunął swoją twarz do mojej. Uśmiechnęłam się i dotknęłam jego ust swoimi. Ten delikatnie przysunął mnie do siebie i zaczął mnie czule całować. Naprawdę mi się to podobało. Był taki delikatny, kochany. Odsunęłam się po jakimś czasie i spojrzałam na niego.
-A to za co było? - spytał cicho, dalej nie odsuwając głowy ode mnie.
-Nie mogę już pocałować swojego chłopaka tak bez okazji? - spytałam drocząc się z nim. Zabini zaśmiał się, a my wylądowaliśmy pod wielkim Dworem Malfoyów.
W oknach budynku znajdowała się szyby, podzielone przez kratkę na fragmenty o kształcie rombów. Do dworu można było się dostać przez przynajmniej jedne, frontowe drzwi, otwierające się przed gośćmi bez niczyjej pomocy, do których prowadziły szerokie, kamienne schody.
Weszliśmy po nich. Zabini zapukał delikatnie do drzwi. Uchyliwszy się, wsunęliśmy się do środka. Przepych spoglądał na nas z każdego kąta. Zabrakłoby mi słów by to opisać. W progu Wielkiej Sali stał Lucjusz Malfoy. Uścisnął dłoń Blaise'a, a moją ucałował. Dygnęłam lekko.
-Miło was tutaj widzieć - powiedział poważnym tonem. Przyznaję, że pierwszy raz słyszałam jego głos. Był niski, aczkolwiek bardzo onieśmielający.
Spojrzałam na Zabiniego z lekkim uśmiechem i szturchnęłam go w ramię.
-Zaraz wracam – powiedziałam mu na ucho, a ten kiwnął głową i kontynuował rozmowę z Lucjuszem Malfoyem. Ruszyłam po ciemnych schodach na pierwsze piętro. Weszłam do którejś z wielu łazienek i oparłam dłonie o umywalkę. Spojrzałam na wrak człowieka w lustrze. Pod warstwą makijażu nie prezentowałam się, aż tak okropnie.
Drzwi do łazienki się otworzyły. Już chciałam coś powiedzieć, ale ujrzałam Bartyego w lustrze wchodzącego do środka i zamykającego drzwi. Odwróciłam się w jego stronę z lekkim uśmiechem. Zmrużyłam oczy nie wiedząc co on kombinuje.
Moment potem znalazł się przy mnie i wpił w moje usta. Uśmiech znowu wstąpił na moją twarz. Ten podniósł mnie i posadził na szafce koło umywalki. Splotłam swoje nogi wokół jego bioder. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej. Crouch swoje usadził na moich biodrach. Smakował Ognistą Whisky wymieszaną z moją wiśniową pomadką. Zaczęłam zsuwać z niego marynarkę. Była cudownie miękka, aż szkoda było go jej pozbawiać. Jego usta zaczęły schodzić na moją szyję. Odchyliłam głowę do tyłu zagryzając wargę. Zsunięta marynarka wisiała w mojej dłoni, i już miałam ją upuścić, gdy usłyszałam kroki zbliżające się do łazienki.
Odsunęłam Croucha od siebie z przepraszającym wzrokiem i niewiele myśląc odkręciłam wodę w kranie mocząc tym kawałek marynarki Bartyego. Nawet nie zauważyłam niezadowolenia na jego twarzy, gdy w drzwiach łazienki stanął Blaise.
-Mówiłam ci, że wystarczy woda, żeby to zeszło – mruknęłam patrząc na mokrą plamę na marynarce. Zwróciłam wzrok na Zabiniego i uśmiechnęłam się niewinnie.
-Właśnie miałem cię szukać – stwierdził wesoło Zabini. Crouch bardzo starał się kryć swoje rozbawienie całą sytuacją. – Tort podali, powinnaś zejść. Jest pyszny – dodał z uśmiechem, a ja kiwnęłam głową.
-Już schodzę – powiedziałam spokojnie i oddałam marynarkę Crouchowi. Jego oczy wyrażały podziw i rozbawienie. Dawno go takiego nie widziałam.
-Dziękuję za pomoc Emm – odparł Barty kiwając głową trochę zbyt zamaszyście. Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam z Blaisem do wyjścia. Ten ujął delikatnie moją dłoń schodząc ze schodów. Na środku parkietu stał Draco razem z Pansy. Tańczyli. Spojrzałam ukradkiem na Zabiniego. Nie wyglądał na najszczęśliwszego. Usiadłam z nim przy stole i położyłam dłoń na jego udzie. Nachyliłam się nad nim.
-Blaise, możemy iść tańczyć. Wtedy zatańczysz też z Parkinson. Zajmę się Draco – wymamrotałam mu na ucho. Ten spojrzał na mnie i położył dłoń na mojej dłoni. Jego twarz rozświetlił uśmiech.
-Dobrze – powiedział radośnie i musnął lekko moje usta. Zaśmiałam się wesoło i wstaliśmy oboje. Blaise jeszcze szybko dopił szklankę Ognistej Whisky i ruszył na parkiet. Wiedziałam, że nie skończy się to najlepiej, ale dałam mu się prowadzić. Był świetnym tancerzem. Jego dłonie znajdowały się na moich biodrach, a oczy obserwowały pomieszczenie. Miałam delikatny uśmiech na twarzy.
W pewnym momencie tego całego spisku zaczęło mi na nim zależeć. Tak jakby był moim dobrym przyjacielem. Tak jakbym nie chciała go skrzywdzić, a wręcz przeciwnie, bo pomóc za wszelką cenę. Z wroga stał się ważnym człowiekiem.
-Odbijamy – usłyszałam głos Zabiniego i jego dłonie zsunęły się ze mnie i zostały zastąpione przez Malfoya. Ten uśmiechał się do mnie lekko.
-Blaise dawno nie był taki szczęśliwy – przyznał cicho Draco nachylając się nad moim uchem. Na moją twarz wkradł się delikatny uśmiech.
-Zasługuje na szczęście – stwierdziłam, a Draco tylko kiwnął głową potwierdzając moje słowa.  Przetańczyliśmy kilka piosenek, ale kątem oka zobaczyłam, że Zabini usiadł na jednym z krzeseł i wgapia się w podłogę. Przeprosiłam Malfoya i podeszłam do niego. Pansy wróciła do tlenionego. Kucnęłam koło Zabiniego i położyłam mu dłoń na kolanie. Dokładnie tak samo robił Fred, gdy widział, że miałam jakiś problem.
-Co jest? – spytałam cicho, gdy ten złapał kontakt wzrokowy ze mną. Zabini zaprzeczył ruchem głowy. – Chodź, zabiorę cię do łazienki – wymamrotałam wstając. Ten uwiesił się na mnie i ruszyliśmy po schodach na górę. Był naprawdę ciężki, ale udało mi się go doprowadzić do łazienki. Blaise od razu zwrócił treść żołądka. Poczekałam jeszcze chwilę, żeby nic nie zabrudził po drodze. Te cholernie drogie dywany tak bardzo mnie kłuły w oczy. Nie chciałam narażać się właścicielowi brudząc je.
Usiadłam obok niego na podłodze. Położyłam dłoń na jego głowie i delikatnie ją pogładziłam.
-Emmie, chce mi się spać – wyszeptał Zabini, a ja kiwnęłam głową. Wstałam z podłogi i podałam mu dłoń, by mógł wstać. Teraz szedł już lepiej. Starałam się nie zwracać na nas uwagi. Weszłam do pierwszego lepszego pokoju.
Na środku stało ogromne łóżko, a po obu jego stronach były szafki nocne. Poza tym na podłodze ścielił się biały, puszysty dywan. Zabini usiadł na łóżku.
-Blaise, teraz musisz mi pomóc trochę – szepnęłam, a ten kiwnął głową. – Po prostu przez moment się nie kładź – poprosiłam i zaczęłam zsuwać jego marynarkę. Położyłam ją na krześle obok łóżka, gdzie wylądowały również jego koszula, spodnie i buty. Położyłam go pod kołdrą i wstałam. Ten uchylił powieki.
-Połóż się ze mną Emmie – wymamrotał, a ja prychnęłam z lekkim politowaniem. Zsunęłam z nóg szpilki i ściągnęłam z siebie sukienkę.
-Mogę użyć twojej koszuli? – spytałam cicho, a ten tylko coś wymamrotał pod nosem. – Uznam to za pozwolenie – mruknęłam. Założyłam ją i zapięłam kilka guzików. Położyłam się koło niego, a on przytulił mnie do siebie. Do czego to doszło? Żebym ja, Clementine Joyce, musiała niańczyć Ślizgona na spotkaniu Śmierciożerców?
Gorzej. Czułam, że robię dobrze. Nie przeszkadzało mi to. Chciałam być tutaj z nim. Teraz zdecydowanie nie powinien być sam.
Jego usta wylądowały na moim czole i delikatnie je musnęły. Wtuliłam się w niego mocniej. Jego oddech powoli normował się, chociaż tak okrutnie cuchnął alkoholem.
-Dziękuję – wybełkotał tuż przed tym jak usłyszałam jego pierwsze ciche chrapnięcie. Pokiwałam głową z politowaniem i zamknęłam oczy czując tylko ciepło jego ramion oplatających moje ciało.
~~~
Ten rozdział bardzo mi się podoba, był już planowany od dłuższego czasu. Może dlatego mi się podoba.

Rozdział 17

Rozwinęłam pergamin z zaczętym wypracowaniem z Eliksirów. Drzwi do dormitorium się otworzyły i stanęła w nich Hermiona.
-Clementine, twój chłopak stoi przed drzwiami i pragnie z tobą gadać - mruknęła, a ja zmarszczyłam brwi. Odłożyłam pergamin i wstałam.
-Blaise?
-A masz jakiegoś innego? - spytała z wyraźnym znudzeniem w głosie Granger. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam na dół. Przeszłam przez Pokój Wspólny i gdy tylko wyszłam Blaise złapał mnie za rękę i zaczął targać na dół.
-Ciebie też miło widzieć skarbie - mruknęłam, a Zabini zatrzymał się na moment i spojrzał na mnie. Odetchnął głęboko i uśmiechnął się.
-Przepraszam, potrzebuję cię na teraz - powiedział poważnym tonem, a ja kiwnęłam głową i zaśmiałam się lekko. Znowu ruszyliśmy na dół. - Pansy ma przyjść za jakąś godzinę do nas pouczyć się. Proszę cię, żebyś chwilę u mnie posiedziała i jak będzie ona to po jakimś czasie wyszła - wyjaśnił, a ja kiwnęłam głową.
-Nie ma problemu. Mogę zrobić u ciebie zadanie z Eliksirów? - spytałam, a ten z uśmiechem kiwnął głową. - I powiedziałeś Granger, że jesteśmy razem? - dodałam trochę zdziwionym głosem.
-Inaczej by cię nie zawołała. Jak poprosiłem, żeby ci to powiedziała, to mnie olała. Dopiero jak spytałem, dlaczego nie chce tego powiedzieć mojej dziewczynie to się ruszyła i chyba oficjalnie fałszywie jesteśmy razem - odparł zwięźle i weszliśmy do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Zabini zwolnił kroku i spokojnie przeprowadził mnie przez pokój za rękę. Ja dalej podziwiałam architekturę i sposób ułożenia wszystkiego w Ślizgońskim pokoju.
Weszliśmy po schodach do jego dormitorium. Byliśmy na razie sami. Siadłam przy biurku i zabrałam mu kawałek pergaminu.
-Od razu siadasz do eseju? - spytał Zabini, a ja spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem. Rozsiadł się na swoim łóżku.
-Jak mam za godzinę spadać, czy tam z półtorej to chociaż chcę mieć wymówkę, że już skończyłam - przyznałam, a ten kiwnął spokojnie głową.
-Jesteś naprawdę inteligentną osobą - stwierdził z uznaniem, a ja wsadziłam nos w książkę i zaczęłam pisać o Eliksirze Grzegorza Przymilnego. Opisałam trochę historii, jakim przychlastem był Przymilny i jak już kończyłam zastosowanie do pokoju wszedł Draco z Pansy.
Pansy była wpatrzona w tlenionego. Widocznie właśnie wrócił z treningu Quidditcha, bo miał rozwichrzone włosy i smugę błota na lewej nogawce.
-Cześć Draco - powiedziałam wesoło, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Cześć Emmie, miło cię widzieć - powiedział bez cienia sarkazmu.
Naprawdę szczerze się polubiliśmy przez ten okres, w którym częściej się spotykałam z Zabinim.
także teraz, gdy 'jesteśmy razem'. To jest ciekawe ile może się zmienić, gdy faktycznie zaczniesz kogoś poznawać.
-Jak wam idą eseje? - spytała Pansy siadając koło Zabiniego. Ten pokazał jej swój pergamin.
-Już kończę. Potrzebujesz pomocy przy swoim? - spytał, a Pansy uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Przyglądałam się temu ukradkiem. Nie z zazdrości, tylko z troski. Miałam zwyczajnie nadzieję, że ona go do tego nie wykorzysta.
Draco oparł się o skraj biurka.
-Masz jakieś wieści od bliźniaków? Dobrze im się prowadzi sklep? - spytał Malfoy spokojnym tonem. Uniosłam wzrok na niego.
-W sumie dosyć dawno z Fredem nie pisałam, ale chyba dobrze im się powodzi. Ministerstwo zaczęło od nich kupować kilka rzeczy. Jakieś kapelusze, z tego co wiem na pewno. Zawsze ich marzeniem był sklep w stylu Zonka - odparłam, a ten kiwnął głową.
-Mimo że za sobą nie przepadaliśmy, muszę przyznać, że byli naprawdę ciekawymi ludźmi z pasją do uprzykrzania niektórym życia - powiedział wesoło. Zmarszczyłam brwi. - Nie bierz tego oczywiście za złe Clementine. Bardzo mi się podobały Bombonierki Lessera. Naprawdę ich za to podziwiam. I mówię to naprawdę poważnie - dodał unosząc lekko dłonie.
-Przepraszam, jeszcze nie przyzwyczaiłam się do przyjaźni Ślizgońsko-Gryffońskiej - odparłam z uśmiechem. Ten zaśmiał się lekko.
-Jak najbardziej rozumiem. Dla mnie to również nowość, ale bardzo się cieszę z takiego obrotu spraw - powiedział zerkając na mnie, a potem delikatnie łypiąc okiem w stronę Zabiniego. Wzruszyłam zabawnie ramionami.
-Draco, my się naprawdę kiedyś musimy napić - stwierdziłam patrząc na niego poważnie. Ten kiwnął głową wesoło.
-Dla ciebie wszystko Clementine - odparł, a ja walnęłam go w ramię. - Nie, ja mówię serio. Możemy iść nawet teraz. Ja zrobiłem swój esej na Eliksiry. Ty już kończysz. Możemy iść się napić w Pokoju Życzeń - dodał, a ja spojrzałam na niego spokojnie.
-Daj mi pięć minut. Dokończę esej i możemy iść - mruknęłam i zaczęłam pisać. Co jakiś czas zerkałam na Pansy, która znowu mnie gromiła wzrokiem. Blaise podkreślał jej ważne momenty w książce z Eliksirów, tak jak ja jemu z Opieki.
Podpisałam się na dole pergaminu.
-Możemy iść - rozbrzmiały moje słowa, a Draco wstał z biurka z uśmiechem.
-Też bardzo bym chciała iść - stwierdziła Pansy. - Blaise, dałbyś radę pomóc mi jeszcze z tym esejem. Tobie to szybciej pójdzie - dodała z maślanymi oczami Parkinson.
Zabini już otwierał usta, żeby odpowiedzieć jej dokładnie to co chciała usłyszeć.
-Ale Snape rozpozna, że to nie twoje pismo. Ja bym nie ryzykowała karą przez następne dwa tygodnie, tylko dlatego, że nie chciało mi się przepisać dziesięciu zdań z książki - powiedziałam pewnym tonem. Wzrok wszystkich spoczął na mnie. Pansy znowu chciała mnie zabić. Czułam, że widzi mnie bez głowy, albo płonącą żywcem.
-Czyli ustalone. Ja i Clementine idziemy teraz do Pokoju Życzeń, a wy jak się uporacie z esejem - zarządził Draco. Uśmiechnęłam się szeroko. Podeszłam do Blaise'a i pocałowałam go delikatnie w usta. Ten uśmiechnął się kręcąc głową z politowaniem.
-Powodzenia - powiedziałam wesoło i ruszyłam za Draco. Już nawet nie spojrzałam na Parkinson. Zamknęliśmy drzwi do dormitorium.
-Bardzo ładnie rozegrane - stwierdził Malfoy z podziwem w głosie. Uśmiechnęłam się do niego. Zaczęliśmy iść na górę po schodach.
-Jestem z Zabinim, więc trochę nie pozwolę na traktowanie go w ten sposób. A Severus ma gdzieś jak piszesz - odparłam, a Malfoy zaczął się śmiać. - Nie przepadam za Parkinson - dodałam ciszej, gdy tleniony zaczął otwierać Pokój.
-To da się wyczuć. Ale jakoś obie za sobą nie przepadacie.
-Aż tak to widać? - spytałam rozbawiona. Ten tylko wesoło kiwnął głową. - W sumie to wszystko trochę zapoczątkowali Założyciele Domów. Salazar po prostu nie  lubił innych, a wydaje mi się, że to Godryka najbardziej i przelał to na uczniów - dodałam, a Malfoy otworzył Pokój Życzeń.
-Poza tym macie Pottera - stwierdził Draco, a ja zaczęłam się głośno śmiać. Podeszłam rozbawiona do fotela i opadłam na nim.
W Pokoju był rozpalony kominek, duży puszysty dywan tuż pod nim i fotel razem z dwuosobową kanapą. Było bardzo przytulnie.
-Nalać ci? - spytał Malfoy wyciągając, Bóg wie skąd, Ognistą. Pokiwałam głowa i po chwili dostałam szklankę z bursztynowym płynem. Umoczyłam delikatnie usta napojem. Uśmiechnęłam się bardzo lekko.
-Naprawdę cieszę się, że was poznałam. Ale tak naprawdę poznałam. Bo do tej pory myślałam, że jesteś zadufanym w sobie dupkiem z pieniędzmi tatusia - powiedziałam szczerze patrząc Draconowi w oczy.
-Ja widziałem w tobie tylko siostrę Rasmusa, który tak jak ty miał być przylepą do bliźniaków. Do tego Zdrajczynię Krwi - odparł i upił łyka napoju. - Okazałaś się zabawną, naprawdę cholernie miłą i kochaną osobą. Cieszę się, że jesteście z Zabinim razem - dodał równie szczerze, a ja uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-Usłyszeć takie słowa od tak dobrego i miłego człowieka, jak Draco Malfoy, to sama przyjemność - powiedziałam i stuknęliśmy się szklankami. Oboje wypiliśmy sporego łyka i zaczęliśmy się wesoło śmiać.
Dokładnie w tym momencie wszedł do Pokoju Życzeń uśmiechnięty Zabini wraz z naburmuszoną Pansy. Ta szybko usiadła koło Draco, a Blaise podszedł do mnie. Wstałam, a on usiadł, więc usadowiłam się na jego kolanach.
I Parkinson, i Zabini dostali trunki. Naprawdę zaczynało być miło, mimo okropnych spojrzeń Pansy. Bardzo, bardzo miałam nadzieję, że będzie równie spokojnie na tym nieszczęsnym Balu Bożonarodzeniowym u Malfoyów.
~~~
Naprawdę się cieszę, że te rozdziały szybko mi idą. Pozdrawiam.

wtorek, 15 października 2019

Rozdział 16

Twarz Zabiniego wykrzywiła się w wielkim uśmiechu. Pokiwałam z politowaniem głową i ujrzałam kątem oka, że Pansy szykuje się do wyjścia z alejki za nami. Ujęłam dłoń Blaise'a i kiwając ledwo zauważalnie głową położyłam ją na moim udzie. Tym bliżej Ślizgona. Nie było to najbardziej widoczne, jednak zdecydowanie dało się zauważyć przy delikatnym przyjrzeniu się.
Pansy wyszła z dwoma opasłymi tomiskami. Mój wzrok skierował się na książkę, którą i tak chciałam dokończyć.
-O, cześć Blaise. Jak wam idzie referat z Opieki? - spytała nagle wyrastając między nami. Spojrzałam na nią.
-Właśnie spisuję najważniejsze rzeczy - stwierdził pokazując swój w połowie zapisany pergamin. Ta kiwnęła głową.
-Wybierałam się do waszego dormitorium. Przyjdziecie? - spytała słodszym głosem. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem.
-Za niedługo będziemy - odpowiedziałam, zanim Blaise zdążył otworzyć usta. Moja dłoń powędrowała na tą jego usadowioną na moim udzie. Palce wsunęłam pod jego dłoń.
Pansy kątem oka obserwowała, co właśnie zrobiłam i skrzywiła się ledwo zauważalnie. Kiwnęła głową i rzucając średnio zrozumiałe 'do zobaczenia' ruszyła do drzwi. Obserwowałam ją, aż do samych drzwi. Gdy wyszłam spojrzałam na rozanielonego Zabiniego i wyciągnęłam swoją dłoń z jego.
-Nigdy się w ten sposób do mnie nie odzywała - mruknął cicho, a ja zaśmiałam się lekko. Pokiwałam z politowaniem głową.
-Musimy ustalić kilka reguł – mruknęłam i wyciągnęłam kawałek pergaminu. Ujęłam pióro w dłoń i zaczęłam zapisywać, mimo wyraźnie słyszalnych pojękiwań niezadowolenia ze strony Zabiniego.
'Clementine i Blaise – zasady.
1. Nie robimy nic, na co nie ma obopólnego przyzwolenia.
2. Zabini nie dopuści do męczenia Neville’a Longbottoma.
3. Zdarza się uczenie w nie swoich dormitoriach/Pokojach Wspólnych.'
-Chcesz coś jeszcze dopisać? – spytałam podsuwając mu listę pod nos. Ten ujął pióro i zaczął skrobać punkt czwarty. Oddał mi kartkę. – Joyce pójdzie z Zabinim na Bal organizowany u Malfoyów w okresie Świąt Bożego Narodzenia – przeczytałam koślawe pismo Zabiniego. Spojrzałam na niego marszcząc brwi.
-Malfoy zaprosił już Pansy jako swoja partnerkę. Proszę Clementine – mruknął patrząc mi w oczy, a ja kiwnęłam głową lekko.
-Idziemy do was do dormitorium? Pewnie już się niecierpliwią – zaśmiałam się delikatnie. Zabini kiwnął głową i ujął swoja książkę pod pachę. Moją zaś założyłam jakimś świstkiem wyciągniętym z kieszeni. Ruszyliśmy do wyjścia. Kiwnęłam miło bibliotekarce na pożegnanie. Szliśmy w ciszy, która, o dziwo, wcale nie była niezręczna.
-Emmie? – mruknął cicho Zabini, jak zbliżyliśmy się na dwa metry do wejścia do Wspólnego Pokoju Ślizgonów. Spojrzałam na niego przystając lekko. Ten wyciągnął ku mnie dłoń, a ja splotłam nasze palce razem.
-Jesteś gotowy? – spytałam, a ten kiwnął głową i otworzył przejście.
W Pokoju Wspólnym Ślizgonów byłam pierwszy raz w życiu. Pierwszoroczna Clementine nie uwierzyłaby, że to dzieje się naprawdę. Poza tym była trochę za bardzo ciekawska, ale to swoją drogą. Zielonkawe światło omiatało całe pomieszczenie aurą niepewności, ale z drugiej strony spokoju. Ogień w kominku palił się dokładnie tak jak w naszym. Zabini zaczął mnie ciągnąć w stronę schodów. Nie obchodziły mnie ciekawskie spojrzenia Ślizgonów, bo naprawdę podziwiałam sam wystrój pomieszczenia. Tak zupełnie inny, niż nasz.
Po krótkiej wyprawie w górę schodów Zabini uchylił przede mną drzwi. Wsunęłam się do środka z uśmiechem. W środku siedział Malfoy na krześle przy małym stoliku, a Pansy okupowała jego łóżko. Nie było nikogo innego.
-Cześć Clementine – powiedział wesoło Draco i spojrzał na nasze splecione dłonie. Jego twarz wykrzywiła się w jeszcze większym uśmiechu.
-Uczycie się Smoku? – spytał Zabini zanim zdążyłam odpowiedzieć Malfoyowi. Blaise poprowadził mnie do swojego łóżka i usiadł opierając się o ścianę z boku. Usiadłam koło niego i położyłam sobie książkę na kolanach. Puściliśmy swoje dłonie.
-Właśnie rozmawiamy o tym, jak napisać esej na Opiekę – stwierdził dalej radosnym tonem. Zabini kiwnął głową i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
-Skończyłam go już wcześniej, więc jeśli chcecie mogę wam pomóc – stwierdziłam i jakby od niechcenia wsunęłam swoje nogi między uda Blaise’a. Pansy spojrzała na mnie krzywiąc się trochę. Draco machnął dłonią.
-Hagrid wyczuje w tych esejach twoją rękę. Za dobre referaty piszesz – stwierdził z uśmiechem. Kiwnęłam wesoło głową i otworzyłam książkę na stronie, na której skończyłam. Tleniony kontynuował rozmowę z Parkinson. Blaise położył dłoń na jednej z moich nóg. Spojrzałam na niego znad książki i uśmiechnęłam się lekko. Jego twarz jednak wcale nie wyrażała szczęścia, gdyż cały czas łypał oczami w stronę Pansy. Westchnęłam i nachyliłam się na nim.
-Zabini, to jest bardzo niepokojące – wymamrotałam, gdy spojrzał w moją stronę. Położyłam dłoń na jego dłoni, a ten kiwnął głową.
-Wiem Emmie, ale nie potrafię inaczej – odparł cicho, a ja uśmiechnęłam się z politowaniem. Na jego twarzy również zobaczyłam delikatny uśmiech. Położyłam dłoń na jego policzku.
-Oczywiście, że potrafisz – mruknęłam, a ten nachylił się nade mną i dotknął moich ust swoimi. Szczerze, akurat tego się nie spodziewałam. Kompletnie. Po chwili odsunął się, a ja uśmiechnęłam się. – Nie o to dokładnie mi chodziło, ale to było miłe – stwierdziłam patrząc na niego. Zabini kiwnął rozbawiony głową i pogładził mnie po nodze. Zwróciłam wzrok na książkę.
-Cieszę się, że jesteś tutaj ze mną – wymamrotał bardzo cicho, ledwo słyszalnie. Jakby nie chciał, bym to usłyszała. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nawet nie chciałam patrzeć w stronę uśmiechniętego głupio Malfoya, ale podejrzewałam, że właśnie to robił.
Przyzwyczajałam się do jego obecności koło mnie. Coraz bardziej było to normalne. Jego poczucie humoru przypominało moje. Mogłam mu dużo powiedzieć, bo sam sporo przeżył. Chyba cieszyłam się z tego wszystkiego, mimo wcześniejszej niepewności.
Doczytałam w końcu rozdział o chimerach z porannych ćwiczeń i podniosłam na moment wzrok na pracę Zabiniego.
-Kończysz już? - spytałam kładąc dłoń na jego ramieniu. Ten spojrzał na mnie i z uśmiechem pokiwał głową.
-Jednorożce są naprawdę ciekawe - stwierdził wesoło, a ja zaśmiałam się. Pogładziłam go delikatnie po twarzy.
-Bardzo się cieszę. Są niesamowite - odparłam i znowu zwróciłam wzrok na książkę. Ten delikatnie się nade mną nachylił i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się pod nosem i przewróciłam kartkę na chropianki.
-Wyglądacie razem bardzo uroczo. Wiedziałem, że coś się święci. To nie mógł być tylko alkohol - zaśmiał się radośnie Malfoy. Oboje na niego spojrzeliśmy rozbawieni. Pansy dosłownie zabijała mnie wzrokiem.
-Ognista Whisky łączy ludzi - stwierdził rozbawiony Zabini. Pokręciłam głową z politowaniem i znowu zanurzyłam nos w książkę. Spojrzałam ukradkiem na zegarek. Za pół godziny miała być kolacja. Zabini najwyraźniej to wyłapał i położył mi dłoń na kolanie. Dokładnie tak jak to robił zawsze Fred. - Zdążymy na kolację - dodał spokojnie, a ja kiwnęłam głową.
-Dobrze - powiedziałam, a on podał mi swoje wypracowanie. Zaczęłam je sprawdzać dosyć skrupulatnie, jednak nie widziałam większych błędów.
-I jak?
-Bardzo dobry esej - odparłam z uśmiechem, a ten kiwnął głową. Położył pergamin na szafce i zaczął wstawać z łóżka. Podał mi dłoń. Ujęłam ją i wstałam.
-Widzimy się na kolacji - powiedział Blaise i ruszyliśmy do wyjścia z dormitorium. Zaczęliśmy schodzić na dół i za rękę wyszliśmy z Pokoju Wspólnego. Jak tylko zamknęły się za nami drzwi Blaise mocno mnie przytulił. - Dziękuję, widziałaś jak ona się na mnie patrzyła? - spytał rozanielony. Spojrzałam na niego wesoło.
-Widziałam - odparłam, gdy przytulał mnie jeszcze mocniej. Cały czas bełkotał, że mi dziękuję. Ze śmiechem ujęłam jego dłoń i zaczęłam iść w stronę Wielkiej Sali.
-Mówiłem ci już, że jesteś niesamowita? - spytał wesoło, a ja kiwnęłam głową. Ten z radości zatrzymał mnie i mocno pocałował. Oddałam spokojnie pocałunek z uśmiechem na ustach.
Byliśmy już bardzo blisko Wielkiej Sali i gdy się odsunął ode mnie to zauważyłam za Blaisem zaskoczony wzrok Neville'a.
-Leć na kolację. Potem się zobaczymy - powiedziałam do Zabiniego, a ten wesoło ruszył do Wielkiej Sali. Podeszłam do wrytego w ziemię Longbottoma.
-Czemu nic mi nie powiedziałaś? - spytał rozzłoszczonym tonem. Ja złapałam go za ramię i zaczęłam prowadzić do naszej ławy.
-To nie jest tak jak myślisz. Ale musisz mnie wysłuchać - mruknęłam półgłosem. Ten niepewnie kiwnął głową. - Zabiniemu strasznie podoba się Pansy.
Neville skrzywił twarz. Też nie wiedziałam, jak ktoś tak przystojny, jak Blaise może mieć za obiekt westchnień... No cóż, Parkinson.
-I tak sporo gdzieś wychodzimy, więc poprosił mnie czy nie mogłabym zagrać przez jakiś czas jego dziewczyny. Do tego, w umowie jest, że nie będą cię dręczyć, że będziesz normalnie funkcjonować na zajęciach - wymruczałam jednym tchem. Usiedliśmy przy ławie. Widziałam, że Neville dalej nie był za bardzo przekonany co do moich słów.
-Nie mówię, że to źle. Jestem trochę zły, ale no - urwał i podrapał się po policzku. - Chyba dziękuję - dodał trochę skonsternowanym głosem. Uśmiechnęłam się do niego łapiąc w dłoń kubek herbaty.
-Nie ma za co - powiedziałam i aż słyszałam jak przewraca oczami z lekkim uśmiechem.
~~~
Szybko poszło. Trochę chcę to skończyć. Trochę ogarnąć. Mam dużo pomysłów, dużo fragmentów. Może coś za szybko iść, ale no cóż. Bywa.

poniedziałek, 14 października 2019

Rozdział 15

Zaczynała się właśnie cisza nocna, kiedy wychodziliśmy z Zabinim z Pokoju Życzeń. Dosyć cicho wymknęliśmy się w stronę schodów, żeby tylko nikogo nie obudzić. Okazało się, że moje trampki są skrzypiące, jeśli nic innego nie wydaje głosu. Blaise musiał co chwilę mnie uciszać i próbować sam się nie śmiać. Targał mnie, gdy trzymałam go pod ramie na dół. Co chwilę przyspieszał, albo zwalniał.
Wszystko z tym głupim uśmiechem na twarzy, który dodawał mu tylko uroku. Sama nie mogłam się nie uśmiechać.
Wreszcie dotarliśmy do korytarza, który prowadził do mnie do Pokoju Wspólnego. Zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy.
-Dziękuję za dzisiejszy wieczór, cieszę się, że nie musiałam tyle siedzieć u Slughorna i słuchać o mojej mamie. Naprawdę bardzo się cieszę - powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Nie ma problemu, to ja tobie dziękuję, że mnie wysłuchałaś - odparł cicho, a ja tylko machnęłam ręką, że nie ma za co. - Dobrze mi się z tobą rozmawia, ale następnym razem bierzemy Whisky - dodał, a ja zaśmiałam się cicho.
-Jak najbardziej się zgadzam - odparłam i ruszyłam w swoją stronę. Gruba Dama wydawała się trochę niezadowolona, że ją budzę i chcę przejść, ale mi już wtedy nic nie przeszkadzało.
Polubiłam tego człowieka. Polubiłam go za to kim jest, nie kogo gra. A to chyba najważniejsze, prawda?
Szybko wspięłam się po schodach i od razu położyłam zmęczona w łóżku. Nie słuchałam nawet o czym rozmawiają jeszcze dziewczyny. Naprawdę mnie to nie obchodziło.
Obudziłam się trochę za późno, by móc ogarnąć się i spokojnie pójść na śniadanie. Tylko zarzuciłam na siebie jakiś sweter i wybiegłam z plecakiem w dłoni chcąc zdążyć na ostatni moment śniadania.
Wiedziałam, że pierwszymi zajęciami była Opieka, więc trochę mi ulżyło, bo pewnie Hagrid nic mi nie zrobi. Nawet wysłucha spokojnie mojej wersji i ją poprze. Uwielbiałam tego pół-człowieka za to.
Wbiegłam do Wielkiej Sali, gdy wszyscy powoli szli już na zajęcia. Widziałam w tłumie Longbottoma, ale go nie zatrzymywałam.
Zgarnęłam dwa tosty i usiałam gdzieś najbliżej wejścia, żeby szybko je zjeść i popić zimną już kawą. Szybko to dojadłam i zaczęłam iść do wyjścia z budynku.
Weszłam na Błonia trzymając plecak z książkami w dłoni. Przetarłam drugą dłonią zaspane oczy. Muszę się lepiej wysypiać, albo nie łazić po noc z Zabinim. Mój ulubiony pół-olbrzym właśnie zaczynał swój wykład o czymś co przypominało kozę z głową lwa z ogonem smoka? Jaszczurki?
-Czy ktoś wie, co to jest za poczwara? - spytał głębokim głosem Hagrid. W klasie zapadła cakowita cisza. Każdy patrzył w boki, tylko żeby nie zostać wywołanym do odpowiedzi. Usiadłam na końcu zgromadzenia i wyciągnęłam pergamin.
-Wygląda trochę jak odwrotny sfinks, z ogonem smoka - powiedziałam głośno przypatrując się obrazkowi. Hagrid spojrzał w moją stronę i kiwnął głowę.
-To prawda, ale ten ma tylko głowę lwa, chociaż sfinks jest mniej groźny od tego potwora - stwierdził Rubeus.
Zapisałam 'Klasyfikacja Ministerwstwa Magii: więcej, niż sfinks'.
-Jeśli nawet Joyce nie wie, to nikt nie wie - powiedział półgłosem jeden ze Ślizgonów. Kilku się zaśmiało cicho. Spojrzałam w tamtą stronę, a Zabini walnął go w ramię z naburmuszoną miną. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i spojrzałam na Hagrida ponownie.
-Czy to jest chimera? - spytałam jeszcze raz zaciekawionym głosem. Rubeus, aż klasnął w dłonie.
-Jest to dokładnie chimera. Ma głowę lwa, tułów kozy i ogon smoka. Jest greckim, rzadko spotykanym potworem. Okrutnie krwiożercza i strasznie złośliwa - powiedział poważnie. - Jak niektórzy tutaj - mruknął ciszej spoglądając na obrazek. Zaśmiałam się cicho. Napotkałam rozbawiony wzrok Neville'a. Dotknęłam palcem nosa i wskazałam na niego rozbawiona. Wysłał mi buziaka w powietrzu i wróciliśmy do słuchania o strasznych chimerach.
Po zajęciach podszedł do mnie Neville i razem ruszyliśmy na Wróżbiarstwo. Miałam nadzieję, że tym razem ja trafię na Omen Śmierci.
-Słyszałem, że wyszłaś wcześniej wczoraj. Wszystko w porządku? - spytał, a ja poprawiłam plecak wiszący mi przez ramię.
-Slughorn spytał o mamę. Zaczął o niej mówić - powiedziałam spokojnie, a Neville kiwnął głową i położył mi dłoń na ramieniu. - Potem Zabini mi pomógł, udał, że musi iść do Skrzydła, żeby nie musieć go już słuchać - dodałam. Spojrzałam na Longbottoma, który był trochę skrzywiony.
-To dobrze, cieszę się. Chociaż czy jesteś pewna tej relacji? - spytał cicho. Ja tylko wzruszyłam ramionami.
Naprawdę nie wiedziałam w co się pakuję. Po prostu dobrze się bawiłam mając z kim pić i do kogo się odezwać z trudnymi sprawami. To mi się naprawdę najbardziej podobało. Że nie kryjemy przed sobą trudnych rzeczy. Że nie ma z nimi problemu.
Zajęcia do obiadu minęły naprawdę spokojnie. Usiadłam normalnie przy ławie i zaczęłam jeść posiłek. Kotleta i trochę frytek popijałam sokiem dyniowym. Poczułam dłoń na ramieniu. Odwróciłam się z wpół przeżutym jedzeniem w ustach. Zobaczyłam Zabiniego. Kawałek stołu tuż przy mnie delikatni umilkł.
-Cześć Emmie, potrzebuję twojej pomocy przy eseju z Opieki - powiedział spokojnie, a ja uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową.
-Możemy się po obiedzie spotkać przed drzwiami do Wielkiej Sali i pójść do biblioteki - zaproponowałam i spojrzałam na Neville'a. - Idziesz z nami? - spytałam, a chłopak pokiwał przecząco głową z lekko zmarszczonymi brwiami.
-Nie mogę, umówiłem się z Luną - przyznał, a ja kiwnęłam głową. Zwróciłam wzrok na Zabiniego.
-No to będziemy tylko my - mruknęłam wzruszając ramionami. Ten uśmiechnął się i ruszył do swojego stołu. Kontynuowałam jedzenie. - Jak ci idzie z Luną? - spytałam biorąc do ręki kubek z sokiem.
-W sumie dobrze. Miło nam się rozmawia, dzisiaj idziemy na spacer, bo ona jakichś małych robaczków chce poszukać - stwierdził wzruszając ramionami.
-Ciekawie - stwierdziłam z uśmiechem. Ten walnął mnie w ramię i wystawił język. Pokręciłam głową z politowaniem i skończyłam jeść. Widziałam, że Zabini powoli się zbiera do wyjścia. Dopiłam sok.
-Powodzenia w bibliotece - powiedział zgryźliwie Longbottom.
-Powodzenia na randce - odpowiedziałam rozbawiona i wstałam. Ruszyłam do wyjścia, przy którym wyraźnie stał Blaise. Podeszłam do niego.
-Gotowa? - spytał, a ja kiwnęłam głową i ruszyliśmy do biblioteki. Po wejściu do niej od razu skierowałam się do działu Fantastycznych Zwierząt łapiąc pozycję spisaną przez Newta Scamandera. Esej o jednorożcach już zdążyłam skończyć jakiś czas temu, więc otworzyłam drugą kopię na odpowiednim rozdziale i położyłam ją przed Zabinim.
-Pisz sensownie. Mogę ci podkreślić co jest najważniejsze i mniej więcej czego chce Hagrid, żeby mieć jakąś pozytywną ocenę - powiedziałam przeglądając kilka kartek zapisanych małym druczkiem o koniach z rogiem. Ten kiwnął głową i wyciągnął pergamin. Podkreśliłam mu delikatnie co jest dosyć ważne. Pamiętałam ten rozdział prawie na pamięć, więc tylko czytałam początek zdania i wiedziałam czy się przyda czy nie.
-Jesteś niesamowita - stwierdził Zabini patrząc na moją szybko idącą po książce rękę. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
-Pisz, nie gadaj - zaśmiałam się cicho podając mu książkę. - Musisz zacząć od wstępu. Dlaczego te zwierzęta uważa się za tak majestatyczne i mityczne. Potem trochę historii, gdzie znaleziono pierwszego jednorożca, kto to zrobił. Następnie wygląd i usposobienie. We wnioskach piszesz, że są niesamowite, jak ja, i dostajesz Wybitny - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Ten pokiwał z politowaniem głową.
-Jesteś walnięta, ale bardzo cię lubię - stwierdził zabierając się za czytanie podkreślonego tekstu Zabini. Westchnęłam z uśmiechem i otworzyłam książkę na Niuchaczach. Co jakiś czas patrzyłam na postęp na pergaminie Zabiniego.
Po jakiejś godzinie koło nas przeszła Pansy trzymając w dłoni jakąś potężną książkę. Wzniosłam wzrok, tak samo zresztą jak Zabini.
-Cześć Pansy, co t-
Poszła dalej, a ja zmarszczyłam brwi. Blaise wrócił wzrokiem do swojej książki, bijąc się z sobą samym w myślach. Spojrzałam na niego.
-Co to było? - wymamrotałam zdziwiona. Zabini nie był chyba świadomy, że widziałam to, gdyż spłonął rumieńcem, który był widoczny, mimo jego ciemnych policzków. Uniosłam lewą brew wyżej. - Podoba ci się Pansy? - dodałam dogłębnie zaskoczona. Ten przyłożył swój palec do moich ust uciszając mnie.
Teraz byłam jeszcze bardziej zdziwiona.
-Musisz się tak drzeć? - spytał zakłopotany. Wzruszyłam niewinnie ramionami i nachyliłam się nad nim, ażeby bibliotekarka nas nie wyrzuciła.
-Czemu po prostu do niej nie zagadasz? Jesteś zabawny, przystojny i Czystokrwisty. Idealny kandydat - mruknęłam cicho. Zabini spojrzał na mnie smutno.
-Emmie, taki to ja już byłem dawno temu. Wtedy kompletnie mnie nie zauważała, tak jak teraz - odparł, a ja westchnęłam lekko kiwając głową. Przełożyłam kolejną kartkę w Fantastycznych Zwierzętach. Usłyszałam nagłe zapowietrzanie się Zabiniego. - Wiem co robić - szepnął ze wzrokiem wyrażającym czysty geniusz. Wzniosłam na niego wzrok znad zdjęcia rodziny hipogryfów.
-Zaskocz mnie.
-Czy mogłabyś udawać, że jesteśmy razem przez jakiś czas? Nie masz chłopaka, a ja mogę przez to zyskać Parkinson - wymamrotał, a moje oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. - Przecież i tak spędzamy ze sobą sporo czasu - dodał proszącym tonem. Zmarszczyłam brwi.
-Co ja z tego będę miała? - spytałam, a ten wskazał z głupim uśmiechem na siebie. Zaprzeczyłam ruchem głowy. Jeśli tylko to, to trochę nie warto.
Zabini zamyślił się na moment.
-Obiecuję, że w żaden sposób nie będziemy poniżać, ani naruszać przestrzeni osobistej Longbottoma - wymamrotał. Spojrzałam na książkę. To był naprawdę dobry pomysł. Neville mógłby wtedy normalnie funkcjonować na zajęciach i nie obrywać za byle co. Wzniosłam wzrok na czarnoskórego chłopaka i wyciągnęłam ku niemu dłoń.
-Zgadzam się.
~~~
Ah, powiedzmy, że wracam. Wzięłam sobie za cel dokończyć tego bloga. Mam pomysł i mało czasu XD

niedziela, 4 sierpnia 2019

Rozdział 14

Obudziłam się z delikatnym bólem głowy. Przetarłam oczy kłykciami i uchyliłam lekko powieki. Dziewczyny już krzątały się po dormitorium szukając ciuchów i zbierając się na śniadanie. Usiadłam na łóżku i zsunęłam nogi na podłogę. Razem z nimi wylądowała na niej czarna bluza. Zmarszczyłam brwi i podniosłam ją.
-Czy to którejś z was? - spytałam unosząc ją do góry, by była dobrze widoczna.
Dziewczyny spojrzały na mnie i jednoznacznie zaprzeczyły ruchem głowy.
-Jak przyszłaś z Hogsmeade to już miałaś ją na sobie - odparła Lavender. Kiwnęłam głową i zaczęłam się zbierać. Musiała być Zabiniego, bo szafę Longbottoma znam na pamięć. On moją zresztą też.
Kilka minut później byłam gotowa do wyjścia. Przewiesiłam plecak przez ramię i ruszyłam do Pokoju Wspólnego, a następnie do Wielkiej Sali. Po drodze dogonił mnie Neville.
-Jak tam wczorajsza randka? - spytałam wesoło. Ten uśmiechnął się do mnie bardzo delikatnie.
-Udana, pewnie Luna zgodzi się na drugą. Po zajęciach ją spytam - powiedział naprawdę mocno starając się ukryć uśmiech. Poklepałam go po ramieniu radośnie.
-Bardzo się cieszę, zasługujesz na to - odparłam siadając przy naszym stole, na naszych stałych miejscach. Ujęłam dwa tosty i posmarowałam je masłem. Zaraz po tym złapałam za kubek z kawą i upiłam łyka.
-A ty w końcu z kim wczoraj skończyłaś? - spytał Neville odwracając ku mnie głowę. Otworzyłam usta, by wyartykuować odpowiedź.
W tym samym momencie ktoś położył rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się i ujrzałam Zabiniego. Widziałam trochę zdziwione spojrzenie Longbottoma kątem oka.
-Cześć Blaise, mam coś co należy do ciebie - powiedziałam i zaczęłam grzebać w plecaku. Wyciągnęłam czarną bluzę i podałam mu.
-Emmie, nawet nie pamiętam, że ci ją dawałem - zaśmiał się Ślizgon. Jego śmiech był niesamowicie dźwięczny.
-To po co podszedłeś? - spytałam trochę zdziwiona. Zabrał bluzę i przewiązał ją sobie na biodrach.
-Chciałem ci podziękować za wczoraj. Mam nadzieję również, że się dzisiaj na spotkaniu Klubu Ślimaka zobaczymy - odparł wesoło patrząc mi w oczy. Pokiwałam radośnie głową.
-Jeszcze mnie Slughorn nie zaprosił, ale jeśli to zrobi to jak najbardziej - stwierdziłam, a ten kiwnął głową i ruszył do swojego stolika. Spojrzałam na trochę zaskoczonego Neville'a.
-Czyli z nim skończyłaś? - spytał lekko zawiedzionym głosem. Uśmiech zszedł z mojej twarzy i tylko wzruszyłam ramionami.
-Rasmusa i bliźniaków nie ma. Tobie nie chciałam wchodzić na głowę, bo od dawna się cieszyłeś na tą randkę. Poszłam do baru i przyszedł, pogadaliśmy tylko - wyjaśniłam spokojnie. Longbottom chwilę na mnie patrzył i dotknął mojej dłoni.
-Jeśli tylko spróbuje ci coś zrobić to go zabiję - powiedział nachylając się nad moim uchem. Zaśmiałam się wesoło i zasalutowałam.
Taki przyjaciel to największy skarb.
Powoli zaczęliśmy wychodzić po śniadaniu z Wielkiej Sali. Znowu poczułam dłoń na ramieniu. Tym razem jednak był to Slughorn.
-Słucham Profesorze? - mruknęłam z lekkim uśmiechem na twarzy. Jego oczy aż się zaświeciły.
-Dzisiaj o 20 w moim gabinecie jest kolejne spotkanie Klubu Ślimaka. Zapraszam cię Clementine - powiedział bardzo wesoło, a ja kiwnęłam głową.
-Postaram się być. Dziękuję za zaproszenie - odparłam i ruszyłam na zajęcia.
~~~
Ruszyłam powoli do gabinetu Slughorna. Nie byłam dalej przekonana co do tych spotkań, ale miałam człowieka, który chciał mi tam pomóc. Nie chciał tak samo jak ja tam siedzieć, ale nie mógł zawieść Slughorna. Ani mnie.
Nacisnęłam na klamkę i uchyliłam drzwi. Wszyscy już byli. Zostało tylko jedno wolne miejsce. Uśmiechnęłam się najpierw do Profesora, potem do Zabiniego, który trzymał to miejsce dla mnie.
-Clementine, witamy - powiedział wesoło Slughorn, a ja kiwnęłam głową w jego stronę siadając koło Ślizgona.
-Dobry wieczór - odparłam wystarczająco głośno, żeby mnie usłyszał.
-Ominęły cię najświeższe ploteczki - stwierdził rozbawiony Zabini nachylając się nad moim uchem.
-Coś ciekawego? - spytałam ujmując szklankę z wodą. Ten zaprzeczył ruchem głowy.
-Nie wiem na co ty tutaj liczysz - odparł wesoło. Wzruszyłam lekko ramionami i upiłam kilka łyków wody.
-Jak już mówisz o ploteczkach to na coś ciekawego - odparłam, a ten rozbawiony dźgnął mnie w bok i już miał coś odpowiedzieć, jednak przerwał mu Profesor.
-Może pan Zabini opowie coś o swoich rodzicach? - zaproponował Slughorn niespodziewanie. Ślizgon spojrzał na niego i z szacunkiem kiwnął głową.
-Moja mama w tym momencie siedzi w domu. W dzień chodzi do pracy w Ministerstwie Mag-
-A twój ojciec? - przerwał mu Potter kąśliwie. Oczywiście musiał o coś takiego zapytać. Wszyscy wiedzieli, że jego rodzice się rozwiedli. Krążyło nieskończenie wiele plotek o tym. O zabiciu jego dziadków przez jego ojca. O separacji. O jego przynależności do Śmierciożerców. Nikt nigdy jednak nie chciał tych plotek zdementować. Porozmawoać z Blaisem.
Zabini zachowując zimną krew spojrzał w jego stronę. Uśmiechnął się bardzo delikatnie.
-Nie mam ojca - powiedział pewnym, niskim głosem.
Miałam wrażenie, że wszystkie rozmowy na ułamek sekundy zamilkły. 
Slughorn zwrócił głowę w moją stronę. Chciał szybko to zatuszować, zapomnieć. Więc czekałam na kolejne kretyńskie pytanie.
-Twój tata musi być dumny z brata - stwierdził wesoło. - Twoja mama najpewno też by była. Niesamowita kobieta - westchnął, przypominając sobie dobre chwilę pełne mojej mamy. - Pamiętam, jak Frances chodziła na moje zajęcia. Wybitnie mądra kobieta. I te jej niesamowite oczy. Zawsze ukazywały taką mądrość w tak młodej osobie - dodał, a ja kiwnęłam głową. Zajął się kolejną osobą.
Lekko posmutniałam, jednak Zabini to zauważył i położył dłoń na moim kolanie. Dokładnie tak, jak robił to Fred.
Uśmiechnęłam się do niego blado. Ten zwężył oczy i nachylił się nade mną.
-Chcesz się stąd wyrwać? - spytał, a ja szybko kiwnęłam twierdząco głową. Blaise złapał za widelec i niby przypadkiem go upuścił. W momencie zanurkował pod stołem, a wracając mocno w niego czymś uderzył. Aż całym stołem zatrzęsło. Wyszedł trzymając się za czubek głowy.
-Blaise, wszystko w porządku? - spytał Slughorn, a Zabini kiwnął głową niemrawo. - Clementine, Blaise chyba gorzej się czuje, mogłabyś go odeskortować do Skrzydła Szpitalnego? - dodał trochę zaniepokojony mężczyzna.
-Dobrze panie profesorze - odparłam i wyciągnęłam ramię w stronę Zabiniego. On podparł się na niej i tak wyszliśmy z gabinetu.
W momencie, gdy zamknęły się za nami drzwi jego dłoń zsunęła się z głowy i uśmiechnął się do mnie.
-Wiedziałam, że nic ci nie jest - zaśmiałam się idąc z nim, dalej pod rękę w stronę schodów. Ten wzruszył ramionami.
-Chciałaś stąd wyjść - przypomniał i zaczął nas kierować w górę zamku. Już chciałam otworzyć usta, by spytać gdzie idziemy. Zabini położył palec na swoich i szedł dalej schodami.
W końcu weszliśmy na siódme piętro. Zaczął chodzić koło ściany, a ja zmarszczyłam brwi.
-Co - przerwało mi otwieranie się ściany. Czy to był ten sławny Pokój Życzeń?
Weszłam do środka, wydawał się dosyć małym pokojem. Jednak cały był wyłożony puszystym, ciemnym dywanem. Na środku stały trzy białe kanapy i kilka foteli w różnych kolorach. Usadowiłam się na jednej z kanap rozkładając na nią nogi. Zabini siadł na fotelu obok mnie. Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
-Podoba ci się tutaj? - spytał, na co ja pokiwałam głową twierdząco. - Pomyślałem, że nie chcesz tam rozmawiać o ważnych rzeczach. Tutaj też nie musisz, ale jeśli potrzebujesz o czymś porozmawiać to cię słucham - powiedział patrząc mi pewnie w oczy. Wzniosłam na moment wzrok w górę i  znowu kiwnęłam głową.
-Nie lubię rozmów o mojej mamie - powiedziałam dosyć cicho. Zabini kiwnął głową.
-Dlaczego? - spytał spokojnie. Nie musiał mnie słuchać, jednak sam zaproponował trudną rozmowę.
-Znaczy się, uwielbiam o niej rozmawiać, ale mam wrażenie, że wszyscy ją znali. Ja nie miałam tego przywileju i chyba zazdroszczę tych wszystkich historii z nią - mruknęłam, a Zabini nachylił się nade mną i położył dłoń na mojej dłoni. Uśmiechnęłam się blado.
-Chcesz wiedzieć dlaczego nie mam ojca? - spytał po chwili ciszy Blaise. 
-Jest o tym wiele spekulacji. Każdy znajduje inny powód - odparłam i spojrzałam na niego.
-Wiem - stwierdził. - Od małego byłem ja, mama i ojciec. Wstąpił do Śmierciożerców jak miałem może cztery lata. Wtedy w domu rozpętało się piekło. Moja mama nienawidziła całym sercem Śmierciożerców, czyli automatycznie ojca. Kiedy nie wiedział, jak 'przemówić' do mamy, zaczął stosować wobec nas przemoc. Najpierw bił mamę, potem jeśli dalej na niego krzyczała bił i mnie. Wtedy cichła.
Moja dłoń mocniej ścisnęła dłoń Zabiniego. Cały czas patrzyłam mu w oczy.
-Jak dostałem list z Hogwartu steierdziłem, że nie mogę tak jej zostawić. Powiedziałem mamie, że albo się gdzieś wyprowadzimy, albo nie idę do Hogwartu - przystanął na tym ultimatum, żeby spleść nasze ręce razem. Gładziłam go po dłoni. - Wyprowadziliśmy się. Do tej pory nas nie znalazł. Nie wiem czy szukał. Jednak nikogo już więcej z rodziny nie skrzywdził - przyznał Zabini i uśmiechnął się blado. Kiwnęłam głową.
-Dziękuję, że mi to powiedziałeś - stwierdziłam cicho i uśmiechnęłam się lekko.
-Dziękuję, że słuchałaś - odparł, a ja kiwnęłam głową. Resztę wieczoru rozmawialiśmy o mniej poważnych rzeczach, a ja miałam wrażenie, że powstanie z tego dosyć miła relacja.
O dziwo, bardzo się z niej cieszyłam. Czy aż tak się różniliśmy, czy po prostu nigdy nie rozmawialiśmy poważnie?
~~~
Trochę mnie nie było. Ale stwierdziłam, że może to będę reaktywować? Kto wie. Pozdrawiam z Nowego Jorku.

niedziela, 23 grudnia 2018

Rozdział 13

Stanęłam w drzwiach Wielkiej Sali ramię w ramię z Longbottomem. Mieliśmy idealny plan. Zjeść śniadanie, zanieść walizki i jak najszybciej ruszać z wszystkimi do Hogsmeade. W końcu była niedziela, prawda? Najlepszy dzień na dokupienie słodyczy czy innych potrzebnych rzeczy.
Czyli pewnie dalej słodyczy, tylko o wiele większą ilość. Może Piwo Kremowe? Albo Ognistą, jeśli uda mi się ją tylko kupić.
Usiadłam koło Longbottoma łapiąc cokolwiek było w pobliżu i spokojnie układając z tego śniadanie. Wyszło mi coś na wzór kanapki, z wieloma dziwnymi, zazwyczaj nie łączącymi się składnikami. Wgryzłam się w tosta i spojrzałam na swojego przyjaciela, który wzrokiem co jakiś czas uciekał ku stołowi Krukonów.
-Zaprosiłeś ją wreszcie do Hogsmeade? - spytałam tuż po przełknięciu dużego gryza. Ten spojrzał na mnie trochę nieprzytomnie. - Lunę - dodałam ujmując kubek z parującą kawą. Ten kiwnął niepewnie głowa, a na jego policzkach rozlał się delikatny rumieniec.
-Zgodziła się pójść ze mną do Herbaciarni dzisiaj - powiedział, a ja uśmiechnęłam się do niego wesoło. Upiłam kawy i położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Nawet nie wiesz jak się z tego cieszę - odparłam wesoło, a jego twarz rozjaśnił uśmiech. Z oczu biło ciepło i wdzięczność. - Kocham cię, a ty jak najbardziej zasługujesz na szczęście - dodałam, a ten ujął moją dłoń i ścisnął ją w podzięce.
-Ja ciebie też kocham - mruknął wesoło i już w lepszym humorze dokończył śniadanie. Po skończonym posiłku ruszyliśmy zanieść szybko bagaże, których nie było jakoś specjalnie dużo, ale żadnemu z nas nie chciało się ich targać do Hogsmeade. Wchodząc po schodach prowadzących do dormitorium trochę posmutniałam. Pierwsze wyjście do Hogsmeade bez prawie nikogo bliskiego.
Bliźniaków nie ma, tak samo jak Rasmusa. Neville ma randkę. A ja muszę sobie znaleźć nowych znajomych, bo nie mam z kim wychodzić na Ognistą.
Longbottom czekał na mnie przy obrazie Grubej Damy. Uśmiechnęłam się do niego i razem zeszliśmy na dół w miejsce zbiórki. Masa dzieciaków zebrała się tuż za opiekunami domów. Widziałam wielkie szczęście na twarzach tych, którzy szli tam pierwszy raz i trochę znudzenie na tych, w moim wieku.
Położyłam dłoń na ramieniu Neville'a, a ten spojrzał na mnie. Był trochę zdenerwowany tym wszystkim.
-Poradzisz sobie, leć do niej - mruknęłam, a ten kiwnął głową i mnie opuścił. Wszyscy ruszyliśmy za McGonagall. Najpierw słodycze czy Ognista? Pierwsze po drodze było Miodowe Królestwo, ale byłam gotowa poświęcić się i pójść najpierw Gospody pod Świńskim Łbem. Po drodze wielu uczniów odchodziło do kilku sklepów, a w wąskie i oddalone uliczki niewielu się zapuszczało. Weszłam do środka i zobaczyłam, że za ladą nie stoi, tak jak byłow  zwyczaju, Aberforth Dumbledore, tylko jakiś młodszy chłopak, ale zdecydowanie już zniszczony przez życie.
Usiadłam przy ladzie i spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem. Jego brązowe włosy zatańczyły na jego głowie, gdy tylko podchodził do mnie. Zielone oczy emanowały szczęściem wymieszanym z wielkim doświadczeniem życiowym. Jego lewy płatek ucha był pokryty kilkoma kolczykami, a spod podwiniętej do rękawów koszuli wystawały ślady kolorowych tatuaży.
-Co podać? - spytał oddając uśmiech lekko. Zdecydowałam się zaryzykować i spróbować szczęścia.
-Szklaneczkę Ognistej - powiedziałam dosyć poważnym tonem. Ten pokręcił głową z rozbawieniem, ale nalał mi alkoholu. Uśmiechnęłam się do niego wesoło i ujęłam ją.
-Dziękuję - powiedziałam i upiłam sporego łyka ze szklaneczki. Chłopak ponownie się zaśmiał i poszedł obsłużyć innego klienta. Usłyszałam za plecami dzwoneczek zwiastujący, że ktoś nowy wszedł do Gospody. Nikogo się nie spodziewałam, więc kiedy ktoś położył dłoń na moim ramieniu nieznacznie podskoczyłam na siedzeniu.
-Spokojnie Emmie, przepraszam - powiedział wesoło Zabini pojawiając się za mną Bóg raczy wiedzieć skąd. Spojrzałam na niego ze szklanką Ognistej w dłoni.
-Przestraszyłeś mnie - przyznałam i uśmiechnęłam się lekko. Ten usiadł koło mnie przy ladzie. - Gdzie masz znajomych? - spytałam lekko zdziwiona, że nie jest obstawiony Malfoyem, Goylem, Crabbem i Parkinson. Ten wzruszył ramionami.
-Malfoy stwierdził, że musi coś załatwić i oni powiedzieli, że pójdą z nim. Mi się natomiast nie chciało - mruknął spokojnie. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się lekko. - A ty czemu sama siedzisz? - dodał, a ja dopiłam duszkiem szklaneczkę Ognistej. Barman od razu to zauważył i nalał dwie szklaneczki. Uśmiechnęłam się do niego promienie.
-Bliźniacy są w domu. Rasmus również, a Neville jest w Herbaciarni. Muszę sobie znaleźć znajomych - mruknęłam wędrując wzrokiem za chłopakiem. Zabini uśmiechnął się rozbawiony.
-Jeśli chodzi o znajomych od kieliszka to służę pomocą - powiedział ujmując szklankę i wlewając w siebie połowę napoju. Zwróciłam na niego wzrok również się uśmiechając. Podniosłam szklaneczkę w jego stronę
-W takim razie Blaise, za znajomych od Ognistej - stwierdziłam, na co on stuknął swoją szklanką o moją. Pokręciłam z politowaniem głową. Nie wierzyłam, że kiedykolwiek będę mogła uznać Zabiniego za kogoś więcej, niż idiotę lubiącego dokuczać Gryffonom, tylko dlatego, że był w Slytherinie. 
Oboje dopiliśmy alkohol znajdujący się w szklankach. Znowu z tyłu rozbrzmiał dzwonek zwiastujące przyjście nowych ludzi. Nawet się nie obracałam. Nie przychodziło tutaj zbyt wielu ciekawych typów. 
-Mam propozycję - usłyszałam nieśmiały głos Zabiniego. Spojrzałam na niego znad pustej szklaneczki. - Zagramy w grę. Zadajemy sobie pytania, ale jeśli ktoś nie chce na nie odpowiedzieć pije łyka alkoholu - dodał, a ja kiwnęłam głową spokojnie.
-Chcesz mnie poznać? Czy tylko się rozczarować? - odparłam z wesołym uśmiechem. Ten spojrzał na barmana, który zaproszony wzrokiem Zabiniego nalał nam jeszcze raz kolejkę.
-Zadałbym ci to samo pytanie - odparł wesoło. Spojrzałam na chłopaka za barem, który zręcznie rozlał nam jeszcze Ognistej. Czułam, że nie wrócę na dwóch nogach do Hogwartu.
-Okej, ja zacznę. Czemu tak nas tępicie? Co wam zrobił kiedykolwiek Gryffindor? - spytałam ujmując moją pełną szklankę obdarowując barmana wdzięcznym wzrokiem. Ten uśmiechnął się dalej bardzo wesoło. Zabini również ujął swoją.
-Wydaje mi się, że to nie jest tak, że nienawidzimy wszystkich Gryffonów, ale są u was jednostki, które tak się wywyższają swoim idiotyzmem, że przekłada się to na relację z wami wszystkimi - mruknął patrząc na mnie spokojnie. - Taka Granger. Nawet ty jej nie lubisz - dodał, a ja kiwnęłam głową rozbawiona.
-To już inna historia - zaśmiałam się doskonale wiedząc czego będzie dotyczyć kolejne pytanie. Ten uśmiechnął się.
-Opowiadaj - powiedział rozbawiony i walnął mnie lekko w ramię. Spojrzałam na alkohol i położyłam go na blacie.
-Wszystko zaczęło się od kłótni z Potterem, którego szczerze nienawidzę. To, że on mnie tak nienawidzi wpłynęło też na nią. Przez to na drugim roku w Święta wydarłam się na nią i nazwałam ją Szlamą w przypływie emocji. Najbardziej ma mi za złe to, że Weasleyowie poparli moją stronę. Że poszli za mną - wymamrotałam i zapominając upiłam trochę alkoholu. - Wiadome, że Molly opierdoliła mnie strasznie za tą Szlamę, ale jednak to ja wtedy byłam ich rodziną. To o mnie się troszczyli odkąd Rasmus zaczął zadawać się z bliźniakami. I tutaj też wychodzą moi bracia. Zawsze razem z nimi wpadałam w kłopoty, za co obrywał Gryffindor, więc święta Granger miała mi to za złe - zakończyłam upijając ponownie alkohol. Usta Zabiniego wyginały się w lekkim uśmiechu.
-Naprawdę zalazłaś jej za skórę - powiedział wyciągając przed siebie dłoń, by mi pogratulować. Ze śmiechem ścisnęłam ją.
-Przyjemność po mojej stronie - stwierdziłam rozbawiona. Tą samą dłonią ujęłam alkohol i spojrzałam na niego ponownie. 
-Czuję, że za takie dwie szklaneczki nie będzie kogo zbierać - mruknął Blaise. Zaśmiałam się i spojrzałam na barmana.
-Możemy zapłacić? - spytałam, a ten kiwnął ochoczo głową. Położyłam dwa galeony na ladzie licząc na szybko, że wyjdzie trochę mniej za ilość szklaneczek. Wstałam z siedzenia.
-Reszta jeszcze - powiedział chłopak, a ja spojrzałam na niego. Machnęłam dłonią, że naprawdę nie trzeba. - Jestem Will - dodał kiwając z wdzięcznością głową.
-Clementine - odparłam, gdy Zabini już stał w drzwiach czekając na mnie. Ruszyłam do chłopaka. Ten podsunął mi swoje ramię, na którym chętnie się wsparłam.
-Idziemy gdzieś jeszcze? - spytał trochę niewyraźnym głosem. Kiwnęłam twierdząco głowa i zaprowadziłam go do Miodowego Królestwa licznie zapełnionego naszymi kolegami i koleżankami. Teraz naprawdę ani mi, ani Blaise'owi nie wydawało się to przeszkadzać. 
Pakowaliśmy do koszyka najróżniejsze słodycze, co tylko wpadło nam w ręce. Paczek Fasolek Wszystkich Smaków było z dziesięć. Z wypchanym po brzegi koszykiem dotarliśmy do kasy weseli, jak nigdy wcześniej.
Gdy Zabini kładł pieniądze na ladzie po mojej głowie przemknęło, jakim cudem ja nigdy nie zauważyłam, że to jest taki normalny człowiek. Taki dobry kolega, o ile to było dobre stwierdzenie. Wtedy jeszcze nic nie wiedziałam, niczego nie podejrzewałam, wtedy tylko dobrze się bawiłam.
~~~
Chwilę mnie tu nie było, ale stwierdziłam, że kiedyś w końcu trzeba wrócić, prawda? Także życzę wszystkim Wesołych Świąt, pozdrawiam i zapraszam do komentowania.